Oglądasz wiadomości znalezione dla frazy: male ciche narty

Fiat Palio Weekend

Dziekuje bardzo wszystkim za odpowiedzi, poszukam innego samochodu ;-(((
Kasia


Spokojnie.
Kupilem Palio 1.2 HL 75KM  (wrzesien 1999) we wrzesniu 2002.
Samochod mam wiec ponad dwa lata.
Gdy go kupowalem mial ok. 110000 km przebiegu. Teraz ma prawie 190000.
Z jedynych powaznych napraw spotkala mnie wymiana skrzyni biegow. Kosztowalo
mnie to ok. 1000 zl. Teraz bede musial wymienic jeszcze zaciski hamulcowe,
chociaz nie wiem czy to zrobie bo bede niedlugo sprzedawal autko.
Kiedys bylo jako jedyne (kilkukrotne wyjazdy na narty, pare wizyt na
Polwyspie) teraz jest jako drugie i sluzy do jazdy po miescie.
Jest bardzo ciche, nie pali duzo, ale tez demonem predkosci nie jest.
Nic nie skrzypi, nic nie piszczy, oleju bierze mniej niz nowy Seat Leon,
ktorym mialem okazje jezdzic przez pol roku.
Ja jestem bardzo zadowolony z tego samochodu. Za male pieniadze mam male (ale
calkiem duze), tanie w eksploatacji autko, ktore po zmianie kol na szersze i
nizsze (185/55/15), nawet zachowuje sie calkiem normalnie na drodze.
Ja bym sie potargowal, gdzies za 15 kzl bedzie to calkiem rozsadna propozycja,
a biorac pod uwage wiek auta zalapiesz sie jeszcze na tanie ubezpieczenie
pakietowe.

Pozdro.
WJ

 » 

Xara Pisasso 1,8




Cześć Wszystkim

Od 3 tygodni użytkuje ten samochód. Interesują mnie opinie innych
użytkowników jak również fachowców,
szczególnie uwagi dotyczące dynamiki, zawieszenie oraz poziomu hałasu. Mam
wrażenie że mój citroen trochę glośno "warczy" przy stosunkowo niskich
prędkościach, natomiast powyżej 120 k/m jest całkiem cicho.Może to typowe
dla tego silnika ? Ciekawe czy to tylko moje odczucie. Aktualny brzebieg
3200km


Witam "kuzyna" -- mam takie samo auto od niecałych dwóch miesięcy.
Ogólnie jestem bardzo zadowolony. Żeby nie przedstawiać kolejny raz
długiej listy zalet tego samochodu, napiszę o kilku drobiazgach, które
mi się nie podobają:
* brak obrotomierza
* niemały apetyt na paliwo (10,5 litra w mieście) w połączeniu z trochę
za małym zbiornikiem paliwa. Zupełnie nie mogę zrozumieć, dlaczego
spalająca dużo mniej wersja HDI ma zbiornik o poj. 60 litrów, a w
przypadku benzynowców zmniejszono go o 5 litrów.
* wspomniany przez Ciebie hałas przy przyspieszaniu, choć w porównaniu
do mojego poprzedniego auta (P306 1.6) Pikuś jest cichutki.
* hałasujące rozkładane stoliki na oparciach przednich siedzeń; ponieważ
użyteczność tych stolików jest IMHO dyskusyjna -- zdemontowałem
* pobrzękująca krata (ale to przypadłość większości "ciężarówek")

Pozdrawiam cytrynowo

Enduro Adventure Wrzesień Tatry

Słuchajta, wpadł mi do głowy nowy pomysł. Siedze właśnie w Zakopcu i odwiedziłem wioske w pobliżu, gdzie kilka lat temu wpadłem na narty. Co tu dużo mówić oniemiałem i chyba zamiast mazur będą grane Tatry. To co widziałem powaliło mnie na kolana, leśne dukty poprzecinane górskimi strumieniami, wielkie błotne przeprawy w środku lasu no i te góry...

Co tu dużo mówić poniżej foty z wypadu do Małego Cichego.
Mam tam znajomych górali, nocleg w fajnej chacie w pokoju 2-os 18 pln od os.
Obiady (full opcja) za 13 pln.

Stoki narciarskie

ja polecam stok w miejscowości Małe Ciche niedaleko zakopanego. Niestety nie jeździłem na Harendzie gdzie ponoć jest fajnie ... No ale ja nie jeżdże na nartach lecz na snowboardzie W tym roku planuje tak jak w zeszłym udać sie do Włoch. Ceny porównywalne do cen z Polski a trasy, przygotowanie tras, kultura jazdy poziom trudności tras nieporównywalna

 » 

Stoki narciarskie

Oo , jak narazie Małe Ciche jest laureatem. Zobaczyłem stronę tego stoku , opinie , widocznie stok godny polecenia

Stok nie jest zły, ale w sezonie w kolejce do wyciągu stoisz dobre 25 minut sporo koloni, wycieczek itp widać po autokarach, za to byłem w zeszlym roku na poczatku grudnia i bylo idealnie, ludzi zero. Ludzie upodobali sobie małe ciche, bo ma jedna zalete pojeździ tam zarówno dziecko jak i ktoś kto jeździ na nartach od zawsze z tego co pamiętam były też karnety czasowe.

Box dachowy - pomożecie?

dobre są Thule ale te Interpacka są dokładnie takie same a tańsze no i podobno Thule robi dla nich boxy
jezdzilem z pozyczonym własnie Interpacka poziom hałasu w moim ff2 do zniesienia, ten model miał centralny zamek i uchwyty umozliwiające szybki montaz są tez takie które dodatkowo mają jeszcze tasmy w srodku do unieruchamiania nart i innych pakunków jesli masz ich mało w srodku,
generalnie kazda trumna na dachu bedzie hałasować niezaleznie od producenta
max prędkość przy kórej dało się jechac w miare cicho to 130

[ Dodano: Pią 27 Sty, 2006 ]

Papież

Ten wiersz już od jakiegoś czasu krąży po internecie, niestety autor nie podpisał się, ale wiersz jest piękny.

Pan w Białej Szacie ruszył już w drogę
W sobotni wieczór pożegnał tłum
Szedł w stronę żródła czując na twarzy
Powiew halnego i jego szum

Po drodze mijal cichych, modlących
W oknach rozniecał płomienie świec
Kirem ozdabiał sztandary płaczące
Młodych jednoczył w rytm bicia serc

I szedł powoli w niemałym trudzie
Dłonią zaś kreślił zbawienia znak
Jedni mówili o jakimś cudzie
Inni, że już nadziei brak

Szedł szlakiem w góry, wsparty na krzyżu
W ostatniej drodze był całkiem sam
Na szczycie z kluczem Piotrowym w dłoniach
Witał Go uśmiechnięty Niebieski Pan

Jak ojciec syna , wziął Go w ramiona
I razem przeszli przez Niebios próg
Jestem zmęczony ale już w domu
Tak synu- szepnął Mu Ojciec- BÓG

Gdy Go miniemy na ścieżce życia
Bo nie po drodze będzie z Nim iść
Krzyż nas przygniecie, smutek i łzy
Spójrzmy w to drogie, okienko małe
W Krakowie przy Franciszkańskiej 3

Poczujesz ulgę, żeś nie jest sam
Będzie tam czekał dłoń ci podając
W białej sutannie, z jasnym obliczem
Ojciec kochany, Dobry Starszy Pan

Narty

w tamtym roku byłem w Małe Ciche. Urokliwa miejscowość. Stok ponad 1000m
Właśnie tam karnet całodniowy kosztował 55zł. wyciąg to 4osobowe krzesełka. Za kwaterę pod stokiem płaciłem 35zł. Łazienka w pokoju.

A ja w 1997 byłem w Lermoos i już nie pamiętam ile płaciłem. I co z tego wynika?
Jak widzę w cenniku w Małe Ciche karnet kosztuje 70zł/dzień. I obowiązuje tylko na jednym krześle oraz orczyku. Ale tu nawet nie o to chodzi, tylko przelicz sobie cenę karnetu na ilość przejechanych dziennie kilometrów. Naprawdę wątpię, żeby lepiej wychodziło w Małem Cichem. Nie mówiąc o 7 dniach bujania się na tej samej jednej trasie
A teraz powiedz co do kosztów kwatery to trudno dyskutować z argumentami "ja kiedyś dałem mało". Ja kiedyś płaciłem w Pecu 200koron za noc na kwaterze na stoku, a korona była wtedy po 0,11gr jeśli dobrze pamiętam. A kiedyś za grosze (albo za tysiące, nie pamiętam, czy to było przed, czy po denominacji) spałem w śpiworze na podłodze w wynajmowanym pokoju w Bukowinie Tatrzańskiej.
Tylko co z tego, zwłaszcza, że cena niekoniecznie musi iść w parze ze standardem. Ja może już po prostu stary jestem, ale wolę wydać 50E/noc za czteroosobowy apartament z pełnym wyposażeniem w wersji średnio-wypasionej, niż ciułać grosze kosztem.

Na nartach jeżdżę od wielu, wielu lat (w zasadzie dokąd pamiętam), i byłem w wielu miejscach, w różnych warunkach, za różne pieniądze. I po prostu wiem, że najlepiej wychodzi wyjazd na narty w Alpy nawet, jeśli wydaje się, że trzeba zapłacić trochę więcej kasy. Ale pamiętać trzeba, że za tę kasę otrzymuje się to, czego po prostu nie można otrzymać w Polsce!

BiHZ !!!

Wszystkie postulaty hexera absolutnie popieram i zresztą po prostu sam staram się tak zachowywać. To po prostu kwestia zdrowego rozsądku i umiejętności antycypowania możliwych wydarzeń. Z wyjątkim jednego - widzę mały problem z okularami strzeleckimi - czy są takie, które można założyć na już posiadane okulary? Bo ja niestety noszę okulary na codzień i cały czas, więc założenie kolejnych na już posiadane nie jest ani specjalnie możliwe ani też wygodne.

Co do bezpieczeństwa/niebezpieczeństwa NHFT - z ostatnio zasłyszanych opowieści wynika, że sporo strzelców wychodzi na tor NHFT na "gazie" i to nierzadko wcale niemałym. Rozważyłbym w związku z tym możliwość używania alkomatu na zawodach. Wiem, zaraz się podniosą głosy - wszystkich nie sprawdzimy, za mało czasu, zawodów jest mnóstwo, alkomat drogi... Ale spójrzmy na to tak - jest jakieś ciche przyzwolenie dla - nazwę to wprost - pijaków. To my sami mamy ich eliminować, aby nie stwarzali zagrożenia dla nas i dla siebie. Taki alkomat powinien być obowiązkowy co najmniej na zawodach pucharu PFTA i wszystkich NHFT... Tym bardziej, że postulowane ubezpieczenie członków PFTA wyraźnie zaznacza wyłączenie z odpowiedzialności zdarzeń, których uczestnikiem jest osoba pod "wpływem" (każde ubezpieczenie cywilne zresztą chyba też...)

Moj pierwszy raz w ...... Zakopcu

Tzn mam noclegi pod zakopcem "Male ciche" to nazwa miejscowosci nie kobiet ktore mnie tam przywitaja hehehe jade swoim autem na letnich kapciach a Wy mi tu piszecie o zimie hehe okey nazwy i miejsca ktore mam zwiedziec napisaliscie ale jak sie tam dostac czy wychodzi sie w gory z samego zakopca czy tsza gdzies dojechac .. czy jest gdzie zaparkowac w zakopcu czy musze miec jakiegos przewodnika itd .. aha i nie wybieram sie tam na narty wole chodzic gdzies nie koniecznie po jakichs szczytach gubalowka i giewont jest w moich planach o reszcie nie mam pojecia

Zakopane i okolica

Mam pytanko do ludzi z Zakopanego i niedalekich okolic

W czwartek (czyli jutro) jade ze znajomymi do Małego Cichego tam rusza wyciąg narciarski dopiero od soboty( Harenda szymoszkoa też od soboty) wiec....
Moje pytanie: Gdzie w czwartek i piątek moge spokojnie pojeździć na nartach korzystając z wyciągów żeby nie wchodzić na stoki piechotką

Podpowiedzcie coś

Szlak Breyta

Już przeszło godzinę zmagam się ze stworzeniem dzisiejszego felietonu :roll: Przepastna agenda serwerowa

robi ze mnie nieobliczalnego ślimaka i po kolejnych próbach wrzucenia zdjęcia do serwera ... :cry: ... dostaję

czerwoną ikonkę, że nastąpiła przerwa w przetwarzaniu :evil:

Małe obliczenia i kontestacja :roll: 10 zdjęć nie umieszczę w ramach obiecanej godziny 20-21 :(

... ach te serwery .....

:lol: ale jedną fotkę udało mi się wrzucić :lol:

http://www.sve.republika.pl/3.jpg :shock:

ewenement :!: zamknięty ciąg pieszy na moście na niby haczyk :roll:

Wg Anarchisty .... mam ciche wrażenie, że to zabezpieczenie przed desperatami :roll:

Nadmieniam, że na moście jes niemały ruch turystyczny i topielcy nie mają szans :wink:

Po bytności na Kosmicznym Moście uadliśmy się na penetrację okolicznych, powalonych lasów ....

może jutro wrzucę zdjęcia :roll:

Dobranoc :wink:

Akwarium przenośne

Małe ciche

Byłam i osobiście nie polecam, jeśli o narciarzy chodzi... z widokami tak średnio na jeża, a góreczki do zjeżdżania - dla początkujących... taka mała, acz sympatyczna mieścina

Zakopane.... Tak, tak, TAK!!!! Krupówki akurat najmniej mi się tam podobają, a najbardziej.... chyba jednak Teatr Witkacego.... przeżyłam tam takie wspaniałe chwile, jak nigdy w Teatrze!!!!! i nie chodzi mi o przedstawienie, a o wspaniałe warsztaty teatralne, które mięliśmy przyjemnośc przeżyc z aktorem - Andrzejem Bienasem - Benkiem

Poza tym koooocham Tatry!!!! Mogłabym chodzic i chodzic po górach... (ważne, by bez ciężkiego plecaka ) Rok temu ponad 7 godzin szliśmy nad Morskie Oko przez Dolinę Pięci Stawów... pogoda dopisała, źródlaną wodą się wszyscy potruliśmy, ale to nieważna.... To całe zmęcznie przeżyła bym z chęcią jeszcze raz byleby zobaczyc ponownie te niezapomniane widoki!!!!!!!

No i w Zakopanem polecam Aquapark Gorszy od krakowskiego jest tylko dlatego, że mniejszy, ale wyszalec się na zjeżdżalniach idzie!!

Ferie zimowe

E tam ze sniegiem czy bez, wraz ze znajomymi pielegnujac nas coroczny feriowy rytual jedziem na narty/snowboard/sanki/jabłuszka :P do stacji Małe Ciche. Jesli dobrze pojdzie i obedzie sie bez egzaminow poprawkowych to czeka nas prawie 3 tygodnie lenistwa.
Jak nie bedzie sniegu to wieczory przy kominku i czerwonym winu zrekompensuja wszytsko!

CB RADIO

Kumpel kupił tydzień temu takie cos co się zwie SUNKER Elite Two z antenką SUNKER ML 145 jakieś 1.5m więc pewnie 5/8λ (podróba Sirio) no i po wystrojeniu na SW-miarce na 1.2 to cos działa bardzo dobrze. W moim górzystym terenie słychać go na kilkanaście km i takoż tez odbiera.

Jak byliśmy w Arłamowie na nartach to z parkingu nad wyciągiem mieliśmy łączność czysta i wyraźną z ludźmi w Sanoku w mieście a to w linii prostej jakieś 32km i to po drodze jeszcze są spore poprzeczne pasma górek.

Modulację ma dosłownie perfekcyjnie wyraźną niemal jak na radiowym FM lub na dobrej komórce. Jedyna wada że to radyjko nie ma RFGain i nie można zmniejszyć mu czułości co przy takim długim bacie w mieście skutkuje zbieraniem sporej ilości cichych szumów a odcinka samym squelch'em to czasami za mało - może sie pojawi kolejny model tego radyjka z RFGain to IMHO za niecałe 2 stówy jakością łączności toto wykosi wszystkie tanie CB.

mamy z zimy 2008r.

witam

29 sierpnia urodzila sie siostrzyczka cioteczna Dawidka Milenka

a to moj mały z dzisiaj...zmywałam naczynia, a mały siedzi cicho...wiec mysle sobie ze pewnie coś majstruje , no i wymyślił sobie to...



byłam w niemałym szoku!!!!!!!

papa lece do moich mężczyzn :tongue:

Lost island

Rebekasa

Będąc niemal o dwa kroki od Garego. Po raz kolejny ze zdumieniem patrzysz w pustą przestrzeń przed sobą. Gdzieś na prawo słyszysz swoje imię i cichy śmiech. Zirytowana ruszasz w tamtą stronę. Czym szybciej sie poruszasz, tym prędzej umykają Ci słowa, tym razem wypowiadanie dziecięcym, rozbawionym szeptem – raz dziewczynka mała nie przycelowała kulki nie sprzedała sama ją dostała.. – tą pseudo wyliczankę kończy cichy chichot, który osadza Cię w miejscu. Rozglądasz się. Deszcz z ulewy zmienił sie w mżawkę. Nie wiesz gdzie jesteś. Chaotycznie ruszasz w przeciwna stronę do tej, którą dotychczas szłaś. Idziesz przed siebie, nie do końca wiedząc gdzie.
Potykając się o rozmokłą glebę, co i raz opadasz na kolana. W pewnym momencie pochyłość terenu sprawia, ze zjeżdżasz śliskim błotem, w dól. Z niemałym zdumieniem przyjmujesz fakt, ze przejażdżkę skończyłaś wisząc w sieci jakieś 3 metry nad ziemią.

All

Przemoknięci, wściekli i głodni z ryczacym wniebogłosy Scottym dochodzicie do obozu. Na miejscu okazuje się, że "zgubiliscie" Rebeccę.

Honda CRV vs Toyota RAV4

Chciałbym dowiedzieć się, czy ktoś wie gdzie można znaleźć porównanie tych
dwóch samochodów wersje 5 drzwiowe najlepiej rocznik 1998-99 ze zdjęciami
(także wnętrza). Może ktoś ma doświadczenia z tymi modelami?


Jeżeli rav będzie z japoni, tak jak jest crv, to pozostaje chyba kwestia,
ktory się bardziej podoba.
Wyglądem, z poprzednim rav, crv wygrywał. Obecnie szanse sie wyrównały, lub
jest przewaga jednego nad drugim w zależności od upodobań.:-)
Crv był chyba większy w środku od rava. Chyba, ze nowy rav jest szerszy od
poprzednika. Jakościowo sa chyba porównywalne. W crv podoba mi się, że jest
4x4 uruchamiane w zależności od potrzeb automatycznie.
Ma mały gabarytowo silnik (2 litry a wygląda jak 1.4). Zawieszenie w sam
raz, nie za miękkie, nie za twarde.
Blisko 100000km i tylko wymiany oleju i filtra. Zmiana oleju w
automacie(skrzynia biegów). Klocków i opon nie zmieniałem, bo nie ma
potrzeby(zimowe i letnie). Chyba koło 100000 trzeba wymienic pasek rozrządu.
Poniżej 8.5l chyba się nie zejdzie w trasie przy lekkiej nodze. Natomiast
około 10l-11l kosztuje 160km/h po autostradach. Zima i lato w mieście 10-11.
Mniej wiecej. Furka stoi w ciepłym garażu i może to mieć wpływ na mniejsze
spalanie paliwa zimą. Stan oleju przed zmianą jest taki sam jak po zmianie,
nawet o milimetr nie chce ubyć przez około 15000km (na bagnecie nie widać
ubywania). Maskę się otwiera po to, by uzupełnic płyn do spryskiwaczy szyb.
Bagażnik nie jest rewelacyjny(mały). Dobry pomysł jest ze stolikiem, ktory
stanowi podłogę bagażnika. Na wyjazdach - jak znalazł. Fajna jest 'miska',
pod podłogą bagażnika. Można bez zachamowań wsadzić buty uwalane śniegiem.
Jeżeli chodzi o wykończenie wnętrza, to z subaru legacy nie może się równać.
Moim zdaniem jest spartańsko ubogie. Kokpitu z saaba 95 nie przypomina. :-).
20cm prześwit wystarcza, by zimą spokojnie jeździć sobie na narty do
Szwajcarii czy Włoch i się nie zakopać.
Po polnych rozmiękłych drogach jeżdzi się fajnie. Parę razy się 'utopiłem'
(powiesiłem się na podwoziu, ale na to nie ma mocnych. Jest zwrotny.
Rewelacyjnie się jeździ zimą po mieście (zasługa 4x4). Wygodnie się wsiada i
wysiada, docenia się to wówczas, gdy się przyzwyczaji do 'wysoko'
ustawionego fotela.
Do 120km/h jest względnie cicho. Powyżej jest głośny (porównuje do camry i
legacy).

1,7D -> 1,7TD (opel) ?

zapomniales dodac ze pod budka z pifkiem wsrod panow z trzema paskami na
garniturach


nie, u taksowkarzy , serwisantow i znajomych z komisu

| ze ten z samym D byl lepszy i trwalszy a ten TD to juz szajs z
| ISUZU
<dalej cut - bo to stek bzdur i zupelnie nie na temat Topica

Akurat silnik Isuzu z intercoolerkiem (1,7 TD) to najtrwalsza jednostka w
calej gamie 1,7 diesel ze stajni opla - silnik jest nie do zajechania i ma
"zapasik" mocy - 1,7 TD ISUZU ma 90 KM


no faktycznie, tu moglem sie pomylic
moj blad

zupelnie inna kostrukcja - czesto mylona z ISUZU jest 1,7 TD ze stajni
opla - ten jest awaryjny (bardziej od 1.7 D) i mocy ma tez troszke
malawo -
75 KM

najslabszym silniczkiem jest 1.7 D robiacym z autka takie toczydelko (z
vectry np) do corsy w miescie sie nadaje w sam raz


no i tu bym sie klucil, no moze 2.0 16V to nie jest ale bardzo przyzwoicie i
cichutko jezdzil, ladnie sie rozpedzal i dochodzil do 175 km/h (katalogowo
163km/h) raz na niemieckim ałtobanie zapakowany na full (4 osoby, pelny
kufer i truma z nartami na dachu) rozpedzil sie do 192km/h ale tylko na
moment i szybko zwolnilem, na tej samej autostradzie z tym samym obciazeniem
osiagnelem wynik spalania ok 4,95 l/100km, i uwazam ten wynik za calkiem
przyzwoity.

Jak juz wspomnialem podczas podrozy po katowickiej rozpedzalem sie spokojnie
do 170km/h, i nie raz mialem niezly wynik jadac na mazury

1,7 D mozna przerobic na TD - tylko koszty mijaja sie z celem - okolo 10
kzl
u polaczkowskich partaczy


w zyciu bym go nie przerobil na zadne T, to bylo cudowne, ciche autko, ktore
ladnie sluzylo, malo palilo, bylo dosc pakowne i dowozilo na miejsce

Takie sobie przemyślenia...

Kochani, oto najnowsze informacje:

Za kilka dni ruszy kolejka na Gubałówkę. Strony konfliktu - Wojciech Gąsienica-Byrcyn i Polskie Koleje Liniowe - doszły do porozumienia

Gąsienica-Byrcyn uzależniał rozmowy od wykonania przez PKL wyroku sądu z kwietnia. Byrcyn zaskarżył koleje o bezprawne umieszczenie na swoich działkach, które przecinają stok narciarski, rurociągu do sztucznego naśnieżania. Wczoraj PKL przyznały się, że nie wpłacono dotąd na konto Byrcyna zwrotu kosztów sądowych. - Oczywiście natychmiast zapłaciliśmy. Aż nam głupio, bo uparcie twierdziliśmy, że wyrok został wykonany. Wydawało nam się, że pan Byrcyn jest uparty jak kozioł - mówi Paweł Murzyn, dyrektor ds. technicznych PKL.

Murzyn odwiedził wczoraj rodzinę Byrcynów. - Chciałem pokazać, że traktujemy go poważnie i mamy szacunek dla jego stanowiska - wyjaśnił. Do tej pory Byrcynowie zgadzali się jedynie na przejazd narciarzy po ich działkach. Murzynowi udało się ich przekonać, że to nie wystarczy. Nieutwardzona trasa ze zbyt małą ilością śniegu mogła być niebezpieczna. Wreszcie usłyszał, że Byrcynowie zgodzą się na wjazd ratraków. - Chcą się zgodzić także na armatki. Musimy jednak ustalić miejsca, gdzie możemy je ustawić, bo przeszkadza im hałas pracujących maszyn - relacjonował Murzyn.

Uważa, że trzeba jeszcze kilku dni rozmów, żeby wszystkie szczegóły zostały ustalone. Żeby pokazać dobrą wolę i ostatecznie przekonać Byrcyna, PKL chcą pokazać mu, jak filtrowana jest woda, którą firma wykorzystuje do naśnieżania stoku. Byrcyn uważał do tej pory, że woda z potoku Cicha Woda to ściek, którym PKL zatruwają zbocza góry.

źródło: http://wiadomosci.gazeta....00,3079677.html

Schroniska górskie - opinie

Mam przyjemność polecić dwa schroniska, w których nocowałem we wrześniu.

W Beskidzie Sądeckim, w paśmie Przehyby - schronisko PTTK pod Bereśnikiem. Odległe o godzinę, może półtorej , marszu od Szczawnicy - przy żółtym szlaku w kierunku Dzwonkówki. Ceny wyglądają na mocno "konkurencyjne. Sprzed schroniska roztacza się widok na Małe Pieniny, sporą część Pienin i przy sprzyjających okolicznościach nawet na Tatry. Schronisko ma też walor niebagatelny - spokój Podejrzewam, że większość turystycznych "sybarytów" nie mająca ochoty na na chodzenie szlakiem po zmroku, zwija się na dół jeszcze za widna, wobec czego pod Bereśnikiem robi cicho i przytulnie

W tym samym Beskidzie, tyle że w paśmie Jaworzyny - prywatne schronisko w Cyrli. Ulokowane jest przy czerwonym szlaku z Rytra, w kierunku Hali Łabowskiej. Jest małe - chyba mieści do 25 turystów, ale chętni latem mogą rozbić namioty przed budynkiem. Ceny naprawdę konkurencyjne - za dwie osoby w trzyosobowym pokoju zapłaciliśmy 36 PLN. Obsługa, moim zdaniem, rewelacyjna. Jadłospis - co najmniej niestandardowy... Obawiam się jednak, że schronisko to zostanie niebawem dotknięte plagą "rezerwacji" miejsc... Póki co jest tam wspaniale.

Asia Ponieważ rzadko kiedy biorę wrzątek w schroniskach, a już szczególnie nie biorę go w tych, gdzie jest płatny, to korzystam z kuchni turystycznej w danym obiekcie - o ile jest (!) / wychodzę przed budynek / albo nie mam skrupółów przed użyciem maszynki na gaz w pokoju... Jedynym schroniskiem, w którym zaobserwowałem czujniki dymu w pokojach i na korytarzach, było schronisko PTTK na Hali Miziowej, choć właściwie trudno je nazwać schroniskiem, bo bardziej przypomina hotel górski zrobiony na potrzeby narciarzy...

Zaapeluj o ochronę Tatr - do 15.12.2007

miałem okazję ostatnio wjechć nową kolejką na Kasprowy..
Chociaż nie jestem zwolennikiem "wjeżdżania na góry" tylko wchodzenia, tym bardziej że dwugodzinny czas oczekiwania przed kasą spokojnie wystarczyłby żeby wejść z Kuźnic na Kasprowy "normalnie", to jednak inne względy zadecydowały że wjechałem.
Kolej robi bardzo dobre wrażenie - jest cicha, estetyczna, na pewno modernizacja była jej potrzebna, jak pamiętam te plamy olejów pod podporami poprzedniej kolejki..
Natomiast jeśli chodzi o zwiększenie przepustowości - jest ona podwojona w okresie zimowym, kiedy kopuła Kasprowego, która jest już i tak solidnie rozdeptana i de facto "stracona" jest przykryta śniegiem. Wjeżdżający ludzie dzielą się w zasadzie na dwie grupy. Jedna to zwykli "spacerowicze" który ograniczają się jedynie do wjechania na Kasprowy, zjedzenia tam obiadu, ewentualnie w porywie zapędów alpinistycznych wejścia na Beskid lub szczyt Kasprowego pod stację Meteo.. Ci większego zagrożenia nie spowodują gdyż są ograniczeni zarówno powierzchniowo, czasowo (termin zjazdu) oraz nie są przygotowani ani za bardzo nie chcą szwendać się po górach.
Drugą grupą sa narciarze - i tu wydaje mi się tkwi sedno sprawy. Otóż mało jest narciarzy którzy kilka razy na dobę wjeżdżają na kasprowy i zjeżdzają z powirotem do Kuźnic trasą narciarską.
Większość wjeżdża rano i zjeżdża do Goryczkowej i Gąsiennicowej korzystając później z wyciągów krzesełkowych. Zwiększenie przepustowości niewiele tu zmieniło bo wjadąc raz narciarz porusza się już w obrębie Kasprowego. Byłem akurat w szczycie sezonu (co prawda po 1 stycznia), pogoda była piękna, słoneczna, lekki mróz - idealne warunki. Jednak nie zaobserowowałem istotnego zwiększenia się liczby narciarzy w porównaniu do okresu sprzed modernizacji kolejki.

Narty, Snowboard

Był ktos moze juz w okolicach zakopanego?
Małe Ciche, Białka Tatrzańska itd. Jakie warunki?



Nie wiem jak teraz ale jak w ubiegłych latach tam jeździłem to warunki były dobre nie wiem jak w tym roku tam wygląda a wracając do tematu naRty

Narty

Ja też wróciłem z nart. Małe ciche & białka tatrzańska.
Początki:

Końcówka :P

Wyjazd

Jeśli zimą to góry. Na narty Korbielów a na spacerki śliczna wioska Małe-Ciche koło Zakopca. Jeśli latem to Mazury i żagle

Tatry 11-15.05.

Dzień pierwszy (Czwartek)
Będąc świeżo po podróży do Zakopanego, tego dnia poszedłem tylko na przeł. pod Kopą Kondracką. Śnieg zaczął się kilkaset metrów przed schroniskiem na Kondratowej i od tego miejsca można już było, początkowo pod lasem, potem nawet polaną, zasuwać na nartach. Tuż przed schroniskiem pojawiły się krokusy, cztery dni później były już "klapnięte".

Jeszcze parę kroków i ukazał się cel wycieczki.

Mniej więcej w połowie podejścia natknąłem się na taką dziurę w śniegu, lokatora nie widziałem- pewnie zawijał czekoladki w te sreberka. Oddaliłem się czym prędzej. Swoją drogą, to norę miał dokładnie na szlaku podejścia.

W końcu dotarłem na przełęcz. Pogoda była b. ładna, trochę chmurek. Na Kopę dało by radę na nartach, ale że trzeba by zjeżdżać ze względu na małą ilość śniegu boczkiem, trawersem, to sobie odpuściłem.


Tutej widać dol. Cichą.

Parę minut i już na dole. Najlepsze minęło, można sobie jeszcze tylko popatrzeć na swój świeży ślad na śniegu- na zdjęciu z Fotosika słabo widoczny (ale na rozmiarze oryginalnym już lepiej)

Dalej jeszcze na nartach pod lasem, a potem już na nogach, do Kuźnic, nartostradą w pięknym, wiosennym, rozleniwiającym słońcu.

W hołdzie Robertowi E. Howardowi - konkurs literacki - final

Mogę wtrącic?
Bo sie tak przyglądam i czytam i chcę wam opowiedzieć o swoim bohaterze... tak! o bohaterze.
Dobra, bez takich, więc jest tzw. człowiek lodu - Oetzi. Leży sobie w Bolzano, ma coś koło 6 tysięcy lat. Był niewielki, ale nie karłowaty, niskopienny po prostu. I raczej nie mieśniak, taki Brusli w typie raczej. I on, ten Oetzi jak zginał (nie bardzo wiadomo jak, wiadomo tylko, że uciekal, a na ubraniu mial krew 3 ludzi. w sobie mial grot i niezłą rane powyzej nadgarstka) to miał 47 - 57 lat. Jak na swoje czasy - nestor. Dodam, że padł na wysokosci 3200 metrów npm,gdzie się wspiął. Ok - z 2000 metrów, ale zawsze.
Do czego zmierzam. Otóż w Bolzano, cale pietro muzeum poswięcone jest jemu. Przy czym on sam, cicho sobie lezy w takim akwarium, natomiast pozostałe pomieszczenia wypelnione są artefaktami. Bo mial chlopak ze soba scyzoryk, apteczke, buty do mocowania nart, plecak stelażowy, łuk i zestaw sam-zrób-swoje-strzały, brązowy toporek, dwa kuferki z brzozy z liscmi, zestaw sam-rozpal-ognisko, troche leków, etc, etc.
I to nie jest fantasy. Kolo potrafil przetrwać w skrajnie nieprzyjaznych warunkach (no bo jakoś dożył swojego wieku, nie). Więc dwa założenia - człowiek jest władcą bo ma mózg, nie mięśnie. Chociaż muskulatura nieźle wygląda. Barbarzyńca działa bez użycia poprawnosci politycznej, ale zgodnie z kodeksem honorowym (jakimś), I tu wydaje mi się tkwi fenomen (i fajoskość) Conana - był wielki, czyli, niby, że mózg mał mały, a wcale że nie! Bo był jeszcze sprytny i mimo, że mial takie duże muskuły, to i serce mial kochane takie.
Trochę namotałem...
Chodzi mi o to, że meżczyzna nie musi byc piekny, chociaz wcale nie szkodzi gdy jest (przypominajac hit z 60 min/h)
I chyba sobie włącze Czerwona Sonię.

L I S T O P A D O W K I 2004

Hej, witam Was cioteczki
Ja ostatnio chodzę do tyłu, wczoraj zasnęłam z Martą ok 19.30 a tyle jeszcze miałam do zrobienia, normalnie czasu mi brakuje, albo ja jakaś powolna jestem sama nie wiem
Martunia ostatnio to prawdziwy urwis, wszędzie jej pełno i co rusz to nabija sobie nowe guzy na czole

Polyana - udanego remontu życzę, chyba już bliżej końca niż dalej. Współczuję przejść związanych z zabiegiem Kubunia, kiedy to przeczytałam (w pracy) aż łezki mi się zakręciły w oczach, opowiedziałam o tym zaraz koleżance i również stwierdziła, że to nie w porządku, żeby tak potraktować pacjenta zwłaszcza, że to małe dziecko Mam nadzieję, że już nie będziecie musieli tego nigy przeżywać ponownie. Ehh

Okruszek - jak zdrówko Sławcia ? już chyba lepiej, a Twoje samopoczucie już w porządku ? kiedy jedziecie na nartki ? A pączków to zazdroszczę ja w zeszłym roku robiłam faworki (chrust) w tym nie miałam czasu na pieczenie - poszłam na łatwiznę i kupiłam a co do teściowej to moja nie jest lepsza dlatego słowa nie powiem, ale cicho też nie będę siedzieć (jutro ma urodziny, ale idę tam bo muszę wcale nie mam ochoty, tym bardziej, że w moje urodziny i imieniny słowa od niej nie usłyszałam)

Olena - gratuluję studiów trzymam kciuki, dla mnie rachunkowość to czarna magia Zdrówka dla Martuni - z tego co się zorientowałam to ma chore uszka - paskudztwo oby kropelki przyniosły jej ulgę

Govinda - słoneczka i więcej uśmiechu życzę, już nie długo ułożycie sobie życie i będziesz zadowolona Fajnie, że Mia jest taka milusińska, kiedy Marta do mnie przychodzi z buziakiem od razu mi się humor poprawia

Asia_Adi - Kubuś ślicznie wyszedł na zdjęciu, ma takie długie - pokręcone rzęsy - śliczne oby katar szybko sobie poszedł

Lena - jesteś jeszcze u rodziców ? czy byłaś na nartach napisz jak było ? Pozdrowienia dla Karolki

OK zbilża się 13.00 zaraz się zbieram do domu (dzisiaj mam dyżur w pracy) a mąż jest w domu z Martą i gotują obiadek

Dobry kawał tekstowy

Wiosna, las, ptaszki, świeżo zawalona sesja, student gawędzi z dziewczyną.
- Nie wiem, co się ze mną dzieje? Chciałbym uciec gdzieś daleko, schować
się głęboko, zaszyć się cicho... Czyżby to miłość?
- Nie, kolego, to się zaczął wiosenny pobór do wojska.

- Jak nazywa się człowiek, który nie używa prezerwatyw?
- Ojciec.

Żona organisty w noc poślubną:
- Nie wiedziałam, że masz taki mały instrument.
Organista na to:
- Nie wiedziałem, że będę grał w katedrze.

Stary wędkarz postanowił połowić trochę pod lodem. Wybrał się więc na zamarznięte jezioro, wyciął przerębel, zarzucił
przynętę i czeka. Mija godzina, dwie - ani jednego brania. Zmarzł na kość i już miał wracać do domu, kiedy zobaczył
młodego chłopaka, który wybrał stanowisko obok. Wyciął przerębel, zarzucił i wyciągnął wielką rybę. Po pięciu minutach następną. Potem jeszcze jedną.
- Słuchaj, jak ty to robisz? - pyta zaskoczony weteran. - Ja siedzę tu od południa i nic, a ty w kwadrans wyciągnąłeś trzy
piękne sztuki.
- Uouaki ucha yc euue.
- Co powiedziałeś?
- Uouaki ucha yc euue.
- Nic nie rozumiem chłopcze. Może powtórzysz to powoli?
Chłopak zniecierpliwiony wypluł coś na rękę i powiedział:
- Robaki muszą być ciepłe.

Na brzegu jeziora stoi dwóch wędkarzy. Przed nimi pływający na nartach wodnych człowiek znika pod wodą. Ruszają mu na ratunek. Po chwili wyciągają topielca na brzeg. Reanimują i robią sztuczne oddychanie.
- Roman - mówi nagle jeden z wędkarzy - to chyba nie ten. Nasz miał na nogach narty, a ten ma łyżwy.

Mąż do żony:
- Jutro kupię kilka kondomów o różnych smakach, a ty po ciemku
zgadniesz jaki to smak...
- OK.
Na drugi dzień, żona próbuje i mówi:
- Serowo-cebulowe???
- GŁUPIA!!! Jeszcze nie założyłem!!!

Komu jeszcze na górach zależy?

yć może mapa interaktywna na stronie Bieszczadzkiego Parku Narodowego "kłamie", ale nie zauważyłem, żeby Jasło było w jego granicach. A z tego co wiem to ochrona w Parkach Krajobrazowych trochę się różni od ochrony w Parkach Narodowych !!! W Popradzkim Parku Krajobrazowym wybudowano wiele ośrodków i jakoś szlag nikogo nie trafił i z tego co wiem to przyrody też nie. Nie jestem za demolowaniem gór, ale jeżeli wszystkie warunki na Jaśle byłyby spełnione, to byłbym za budową tam ośrodka.
Ja nie jestem przewodnikiem i nie rozmawiam z taką ilością ludzi jak Lucyna, ale Ci którzy na Sylwka przyjeżdżali do Cisnej, trochę ubolewali, że nie ma gdzie pojeździć na nartach. A jazda 80km na mało atrakcyjne stoki dla dobrze jeżdżących narciarzy do Ustrzyk Dolnych, czy ewentualnie planowanego ośrodka koło Sanoka mija się z celem pobytu w Bieszczadach dla ludzi, którzy chcą trochę pochodzić po górach, ale i trochę poszusować na nartach. Jakbyśmy wszyscy tak patrzyli na sprawę ośrodków jak ich oponenci, to byśmy wyciągi mieli tylko na Górze Dylewskiej koło Olsztyna, a narciarstwo w Polsce raczkowałoby do dziś dnia (nie wspominając o takich polskich sławach jak siostry Tlałkówny).
Nie widzę u Was zrozumienia dla osób, które chcą trochę inaczej wypocząć w górach: równie aktywnie, równie zmęczyć się fizycznie, a może nawet bardziej; równie cicho (bo przecież nart z silnikiem nikt nie używa); napawać się tymi samymi widokami, nie zanieczyszczając powietrza spalinami offroadów, itp, itd. Najchętniej ograniczylibyście rejon gór dla ludzi, którzy trochę inaczej chcą spędzić czas w górach aktywnie, ale żeby Wam samym wolno było tam przebywać.

Buba, ale dlaczego ja nie mogę pojeździć na nartach w Bieszczadach, które równie lubię jak Tatry, czy Pieniny? A poza tym nie masz racji mówiąc, że w Tatrach jeden wyciąg w tą czy w tamtą to nie ma już różnicy. Jest, i to wielka różnica, i należy Tatry jak najwięcej odciążyć: i turystycznie, i narciarsko. I uważam podobnie z Beskidem Śląskim. Może nie zlikwidują w nim już ośrodków, ale może jak nie będzie tyle ludzi tam przyjeżdżać, to przestaną je rozbudowywać w nieskończoność.

telefonia komórkowa

I teraz taka moja mała dygresja: komórka wraz z tymi wszystkimi reklamami i konkursami, które przychodzą sms-em to okrutny duet. Siedzi sobie człowiek w domu, nudzi mu się, marzy o tym, żeby sobie gdzieś z kimś wyjść. Sms. Cieszy się człowiek, żektoś o nim pamięta i pisze do niego. A tu psikus: 'sms od Idea'... I jak tu nie rzucić komórką? DOKAŁADNIE! Ja ostatnio takiego oranżowego spamu dostaje tyle ze ho-ho. Jak w skrzynce e-mailowej. I teraz sam się dziwie dlaczego akurat ja jestem tak 'reklamówkami' obsypywany, a inni nie?

Po pierwsze zdziwiłem się że tyle osób ma tu Plusa, którego nie wiem czemu zawsze uważałem za najdroższą (czyli najgorszą) sieć

Zupełnie inaczej niż próbna Motorola tatuśka. Zgadzam się Motorole to w moich oczach wyjątkowy badziew. Tata miał kidyś służbowkę, taką z odchylaną klapką - oczywiście klapka wkrótce odpadła. Ja miałem taki najprostszy model - był tak prosty ze trudno w beznadziejnym menu było coś znaleźć a bateria wyczerpywała się po 2 dniach, mój brat też miał jako pierwszą komórkę motorolę i miał to samo z baterią. Więc teraz słyszą Motorola? Odpowiadam: nie, dziekuję

Sam do niedawna byłem szcześliwym użytkownikiem najlepszej sieci Era, posiadając najlepszy telefon świata - Nokię 3310 - wszystko ma na swoim miejscu, prosta, szybka, intuicyjna obsługa, estetyczny kształt - cudo, nawet na swoije lata. Niestety na wyjeździe na narty ktoś z ośrodka pozazdrościł mi mojego sprzętu i go zabrał W sumie mógł chociaż zostawić kartę, bo najgorsze w tym wszystkim było ze musiałem obesemesować mnóstwo ludzi (najpierw zdobywając ich nr.) żeby poinformować ich o moim nowym numerze, albo zeby dowiedzieć się jaki nr ma ten nasz staaary znajomy
W każdym razie z tak-taka przesiadłem się na popa, którego wraz z całą komórką - jakimś malutkim, leciutkim, ale troszkę zbyt cichym Simensem c55 zabrałem mojej mamie (akurat jej się to opłaciło bo teraz ma "wypasionego" simensa). Prawdę mówiąc w cenach się nie orientuje, wiem za to że mam sekundowe naliczanie I generalnie nie narzekam.

wyciągi w górach

O kurdesz, to dyskusja rozgorzała TO ja doleje do ognia

Ekolodzy, przyrodnicy, leśnicy, zwolennicy cichych gór, zwał jak zwał, nie muszą pokazywać tych miejsc. Te miejsca są już naniesione. Wystarczy by inwestor przeszedł się do odpowiedniego urzędu, albo popatrzył na tabliczkę rezerwat przyrody / park narodowy / park krajobrazowy itd.

Co do tworzenia nartostrady. Masz trochę czasu? Przejedź się do Krynicy i przejdź Trasą FIS II chyba (Czerwona, najbardziej południowa), i przyglądnij jej dokładnie. Trawy tyle co kot napłakał. Wokoło nartostrady walają się butelki plastikowe. Drzewa przy nartostradzie są poobijane, poniszczone. Nie ma praktycznie odnowienia. Procesy erozyjne są na bardzo wysoką skalę itd. W drugiej kolejności na tej samej wycieczce przejdź się pod dawny powierzchniowy pomnik przyrody "Las pod jaworzyną", a idąc popatrz jak wygląda ten las a jak wygląda przebieg nartostrady obok. Myślę że zobaczysz wyraźną różnicę.

Co do hałasowania itd. Kiedy pojawia sie wyciąg, często pojawiają się głośniki z muzyką by się lepiej jeździło. Pojawiają się panowie na skuterach itd. Raczej nie działa to dobrze na zwierzynę która jest przyzwyczajona do ciszy. Ponad to często trasy są odgradzane od lasu siatką zabezpieczającą, która uniemożliwia migrację zwierzyny w poprzek stoku. A kiedy ona miałaby chodzić? w dzień jak jeżdżą narciarze czy nocą jak pędzą ratraki ?

A propo "okupowanej" kosodrzewiny - to jest jakieś 600-700 metrów nad dnem doliny Kościeliskiej Więc trochę wyżej. A jak sobie wyobrażasz sytuacje tam? Toj toja postawić ? A jak go opróżniać? Oczywiście można by kombinować , ale mało widzę sukcseu...

Co do nieinwazyjnej turystyki, piszesz że ludzie są tacy i tego nie zmienisz. I tu się cholernie mylisz. Ludzie mogą się zmienić, tylko muszą być odpowiednio edukowani. Należy im pokazywać zdjęcia np. z gór, gdzie czasem śmieć na śmieciu. I tłumaczyć że jeden śmieć ma znaczenie. Tak jak na reklamie zachęcającej do wyborów "twój śmieć nigdy nie jest jeden". Zauważ także że coraz więcej osób inwestuje w narty skitourowe, czy też rakiety śnieżne i zostawia wyciągi na rzecz ciszy na szlakach, bo ludzie chcą odpocząć od hałasu i zgiełku miasta. A tego typu duże ośrodki, niestety nie zawsze temu sprzyjają.....

na szybko tyle;)

1

Jutro jadę z przyjaciółką do Małej Cichej. Wracam w przyszłą niedzielę - jeśli sie nie pozabijam na nartach

Opowieść o...


Żeby mnie tak od razu, wierszem? ;)


Bom Cię ulubił a Twój piękny komentarz telewizyjny sprawił, iż całą sobotę i niedzielę
przesiedziałem przed szklanym ekranem co wpłynęło na gwałtowne zmniejszenie ilości
grzechów moich. Z tegoż samego powodu serce moje wypełniła radość skakania
udzielająca się od polskich skoczków - zatem skakać począłem jak oni, tylko, że nart
nie miałem ale to drobnostka: sąsiedzi i tak nie znają się na sporcie.
Pozdrawiam

Niniejszą piosenkę dedukuję kotkowi którego
przeleciawszy na dachu, zbiegłem z miejsca wypadku:
przebacz kiciu, byłem młody, niedoświadczony
dopiero wypróbowywałem skrzydła z niekompletną instrukcją kamasutry,
poza tym miałem awarię pompki i wyciekał mi olej z główki.
Wybacz, bardzo mi przykro, musiałem wylądować na tobie,
ciągle słyszę twoje miauuuu...
                                                         Tom Jesień

    Gdy wieczór pełnią twarze ludzi zmienia
    i sąsiad zmienia drugiego w jelenia
    pięknym porożem co tłucze o ścianę;
    gdy śpią w łóżeczkach znów dzieci kochane;
    w małym pokoju cicha panna Mira
    wciela się naraz w głośnego wampira
    krzyczy i drapie pazurem w parapet,
    aż z niej ucieknie poznany dziś facet

    - o takiej porze biznesmen Tom Jesień
    siedząc po pracy w nowym mercedesie,
    czuje jak nigdy duszę swą marną,
    nagle zamienia się w hienę cmentarną
    i jakby mus to, czarny obowiązek -
    gwałtownie skręca w kierunku Powązek.

            Nikły blask świecy. Łkając, po alejkach
            jak dreszcz przebiega postura niewielka,
            czasem przystanie i szybko nabiera
            skrzydła aniołków do ust nesesera,
            zajęczy chwilę i mknie aby znowu
            wyrwać gdzieś piórek kamiennych garść z grobu.

    - Nad ranem wraca smętny Tomasz Jesień
    siedząc zmęczony w białym mercedesie
    do wielkiej willi w przepastnym ogrodzie.
    Neseser ciągnąc ledwo po podłodze
    dopada szafki w ogromnej sypialni,
    wyjmuje wsypę czyściutką (wprost z pralni)
    by upchać pierzem kamiennym pierzynę.
    Wreszcie zasypia, anielską ma minę.

[Zachodniopomorskie] Koszmarna podróż składem InterCity

http://www.gs24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090128/SZCZECIN/58682...

Monika Stefanek

10,5 godziny trwa podróż pociągiem ze Szczecina do Szklarskiej Poręby. Dla
pasażerów to istna męczarnia. W składzie są tylko wagony z miejscami do
siedzenia.

Pociąg został uruchomiony przez PKP InterCity specjalnie na ferie. Cieszy się
dużym zainteresowaniem podróżnych. To jedyne bezpośrednie połączenie ze
Szczecina do Szklarskiej Poręby. Niestety, przewoźnik najwyraźniej zapomniał
o komforcie pasażerów. Całą trasę muszą pokonać na siedząco, w dodatku w
nocy.

To koszmar

- To istny koszmar - mówi Jadwiga Skoczylas, która niedawno jechała tym
pociągiem. - Ludzie jadą na ferie z małymi dziećmi, mają wielkie bagaże,
narty. Płacą za bilet i gnieżdżą się przez całą noc w zwykłych przedziałach.
Chyba nie muszę mówić, jak bardzo są umęczeni podróżą.

Pani Jadwiga pytała na dworcu w Szczecinie o możliwość wykupienia kuszetki
lub miejsca w wagonie sypialnym. O tym podróżni mogą jednak zapomnieć.
InterCity nie przewidział takich wagonów.

- To jest XXI wiek? - pyta wzburzona pani Jadwiga. - Gdzie jest nastawienie
do klienta? Czy tak trudno dołączyć na ten krótki okres ferii wagony
sypialne? W Polsce nic się nie zmienia. Najlepiej, żeby pasażer dużo płacił
za bilet i cicho siedział.

Jak się dowiedzieliśmy w PKP InterCity skład do Szklarskiej Poręby jest
dołączany do składu pociągu jadącego ze Szczecina do Przemyśla. We Wrocławiu
wagony są odłączane i jadą we wskazanych kierunkach.

"Przemyślanin" posiada wprawdzie wagony sypialne, ale w składzie do
Szklarskiej już ich nie ma. Pasażer mógłby więc skorzystać z nich tylko do
Wrocławia. Następnie, o wpół do drugiej w nocy, musiałby przesiąść się do
składu do Szklarskiej Poręby i kontynuować podróż na siedząco.

- To istna kpina - mówi nasza Czytelniczka. - Skoro można dołączyć wagony
sypialne do składu jadącego do Przemyśla, to dlaczego nie można do
Szklarskiej Poręby? Nikt nie będzie się przecież w środku nocy przesiadał z
jednego wagonu do drugiego.

Lepiej nie będzie

Niestety, ci, którzy w najbliższych kilku dniach będą wracać z gór do
Szczecina, odbędą podróż w takich samych warunkach, w jakich tam zajechali.
Według PKP InterCity, nie ma "technicznych możliwości" by dołączyć wagony

- Pociąg "Przemyślanin" ze Szczecina do Przemyśla z wagonami do Szklarskiej
Poręby prowadzi na odcinku Szczecin-Wrocław 15 do 16 wagonów - informuje
Agata Moczulska, rzecznik PKP InterCity. - W związku z tym, z przyczyn
technicznych, nie ma możliwości włączenia do składu dodatkowych wagonów.

Zaapeluj o ochronę Tatr - do 15.12.2007

Dopiero po zajrzeniu na strone GW i przesledzeniu paru artykulow znalazlem info nt. temat.:

Ruszyla nowa kolejka na Kasprowy Wierch
ire, mar 2007-12-14, ostatnia aktualizacja 2007-12-15 16:49:10.0

Pierwsi turysci i narciarze wjechali w sobote zmodernizowana kolejka linowa na Kasprowy Wierch. Niektorzy czekali cala noc, by moc kupic pierwsze bilety. Uruchomieniu kolejki towarzyszyl protest ekologow, ktorzy uwazaja, ze minister srodowiska podjal zla decyzje.

Dzisiejsze otwarcie odbylo sie jeszcze przed oficjalna uroczystoscia - aby wykorzystac poczatek sezonu. Oficjalne otwarcie ma odbyc sie 18 stycznia i organizatorzy licza, ze wezmie w nim udzial prezydent Kaczynski.

Stali cala noc po bilety

Nowe wagoniki ruszyly rano po nabozenstwie w zakopianskiej Ksiezowce. Najpierw zabraly na gore miejscowych VIP-ow i budowniczych. Regularne kursy rozpoczely sie o godz. 11 (cena biletow w obie strony - 38 zl).

Z kolejki ciesza sie narciarze: niektorzy spedzili pod budynkiem z biletami cala noc, by jako pierwsi wjechac na Kasprowy. Grupa z Krakowa koczowala na dworze od 23.00.

Bilet z numerem jeden kupil Rafal Sonik z Krakowa. - Noc byla zimna jak diabli, ale warto bylo czekac, zeby wyjechac na szczyt. Od malego tu jezdze - mowi Sonik. Chwali nowa kolejke: - Cicha szybka, przyjazna dla gor.

Gruntowana modernizacja: w 12 minut na szczyt

Inwestor - Polskie Koleje Linowe - od maja gruntownie zmodernizowal przedwojenna instalacje. Stare ostaly sie tylko budynki stacji w Kuznicach, na Myslenickich Turniach i szczycie Kasprowego Wierchu. Reszta jest nowa. Kosztem okolo 70 mln zl przebudowano m.in. perony, wymieniono podpory i naped. Przestronne, szwajcarskie wagoniki mieszcza 60 osob, tj. dwa razy wiecej niz poprzednie. Zamiast 20 potrzebuja 12 minut, aby pokonac 4,3-kilometrowa trase.

Ekolodzy protestuja: Nie zabijajcie Tatr!

Z entuzjazmem narciarzy nie zgadzaja sie obroncy przyrody. Kilkanascie lat blokowali modernizacje kolejki i nie ustepuja. W dniu otwarcia zorganizowali protest: czterech chlopakow w kaskach z organizacji Pracownia na rzecz Wszystkich Istot wywiesilo ok. 13.00 z budynku stacji ogromny banner z napisem "Nie zabijajcie Tatr". Narciarze przywitali ich drwiacym smiechem. Po kilkunastu minutach ekolodzy zwineli banner i rozeszli sie, bo powiadomiono policje.

Ekolodzy uwazaja, ze minister zrobil blad decydujac sie na modernizacje kolejki. - Swistaki, kozice to gatunki zagrozone wymarciem w Tatrach. Nie mozna na nie wywierac dodatkowej presji - mowia.

Jak podkreslaja - na rozstrzygniecie wciaz czekaja ich skargi do sadow administracyjnych i Komisji Europejskiej. Ekologow najbardziej niepokoi dwukrotnie wieksza przepustowosc (360 osob/godz.), ktora dyrekcja TPN dopuscila w sezonie zimowym. Dwa tygodnie temu zaapelowali w tej sprawie do nowego ministra srodowiska Macieja Nowickiego. Adresat nie odpowiedzial. Wiazace pozostaje wiec stanowisko dyrekcji TPN-u, ktora ograniczyla przepustowosc wylacznie w lecie.

ire, mar



zrodlo: http://miasta.gazeta.pl/k...25,4766262.html

Mozna bylo tak od razu ale latwiej sie klocic i denerwowac i d..e zawracac

DYSKUSJA NA TEMAT ŚPIEWNIKA OGÓLNOPOLSKIEGO

[quote="organicus"]Niestety, te pieśni muszą być uporządkowane i niestety ale przeselekcjonowane. Moim zdaniem w głównej mierze pierwszeństwo nalezy się zabytkom np. dużo pieśni adwentowych.
Nie wyobrażam sobie sytuacji, że (tak jak w Siedleckim) "walczyk pokutny" "Panie przebacz nam" jest, a nie ma pięknej adwentowej pieśni "Urząd zbawienia ludzkiego".

Racja, ale też żeby nie popaść w przesadę. Do d2 ludzie powinni śmiało wyciągnąć. Owszem, jeśli owo d2 pojawia się zbyt często, powinno się jednak przetransponować.
Pod dyskusje czy np Bóg się rodzi w D dur, czy w C-dur.

Inna sprawa, że każda tonacja ma swoją "barwę" i charakter... więc, nie byłbym pewien, czy tak po prostu sobie przetransponować, bo akurat f-moll ma 4 bemole...[/quote]

Wybór pieśni zawsze pociąga za sobą konieczność pewnej selekcji i kompromisu. Spełnić oczekiwania wszystkich mogłaby tylko antologia pieśni kościelnych. Ale byłoby to monumentalne dzieło i dla koneserów.
W dobie przerostu biurokratycznej administracji "Urząd zbawienia ludzkiego" mógłby wywołać polityczne skojarzenia.
A na poważnie, to w wyborze zabytków pieśniarskich jak i nowszych kompozycji kierowałem się ich przydatnością w liturgii, zasięgiem stosowania (częstotliwością występowania danych pieśni w nowych wydaniach śpiewników) oraz stopniem archaiczności tekstu. Z niektórymi miałem niemały kłopot. Będzie ich jednak sporo, przez szacunek dla tradycji ale i dla propagowania ich w praktyce.
Z drugiej strony zrezygnowałem zupełnie z działu "Piosenki religijne" czy "Piosenki dla dzieci" oraz "Kolędy domowe". Zrezygnowałem również ze śpiewów Taize. Moim zamysłem było umieszczenie pieśni stosownych do liturgii. Jest jeszcze furtka dla wątpliwych liturgicznie pieśni w postaci "Pieśni na zakończenie". Zamiaruję umieścić w niej takie pozycje jak np. "Była cicha i piękna jak wiosna" oraz "Serdeczna Matko". Pieśni popularne i śpiewane ale o wątpliwej treści. Skoro są już używane, to jedynie tam jest ich miejsce.

Co do skali pieśni, to owszem, nie można popadać w przesadę. D2 nie jest jakimś nieosiągalnym szczytem. I tutaj zawsze można dyskutować.
Przyjąłem jednak założenie, że optymalna jest "wyższa średnica" i tego starałem się w miarę konsekwentnie trzymać. Mam kilkanaście (już nawet kilkadziesiąt) lat praktyki a w ostatnim czasie sporo eksperymentowałem. Zbliżony do moich poczynań skalowych jest śpiewnik "Abba - Ojcze" ks. Chamskiego. Ostatnie wydanie z 2005 roku jest edytorsko imponujące. Ale jeśli już chodzi o wybór pieśni, to zdecydowanie za dużo tam piosneczek a za mało tradycji. Uważam ponadto, że umieszczanie obok siebie np. "Golgoto" jako pieśni liturgicznej i "Krzyżu Święty" to lekka przesada. Co z tego, że na końcu śpiewnika kursywą oznaczono w spisie treści piosenki religijne. Znając podejście wielu nowatorów, jak coś jest w śpiewniku, to alleluja i do przodu. I później jest jak jest.

Co do tonacji i barw, to zupełna zgoda. Ale...
Śpiewnik przeznaczony będzie również do użytku przez osoby mniej wykształcone muzycznie. Dlatego "ułatwienie" w postaci redukcji znaków przykluczowych będzie z pewnością pomocne w rozczytaniu melodii.
Wybór tonacji, podobnie jak i selekcja pieśni jest pewnym, powtarzam, kompromisem i realizacją pewnych założeń.

Pozdrawiam

[wydzielony] Batman czy Superman?

Malo sie tu nie zesralem czytaja to wszystko z podniecenia wchodzimy w moje klimaty.

My turn.

Haa, jako prawdziwy fan oglądałem, początkowo z niemałym niesmakiem, bo uważałem, ze Batman moze być tylko 1- Bruce Wayne!! Ale ogólnie nie był taki zły...(serial)



Ten niesmak przechodzil kazdy, kwestia przyzwyczajenia, mi jednak po pewnym czasie BARDZO przypadl do gustu nowy Batman, Jego wypasiony stroj, swietne skrzydla no i przeciwnyicy (bardzo lubialem Curare).

Tak się składa, że nie wolę chłopców! Niewiem dlaczego Gambit tak pomyślał...



Bo Luke to najbardziej gejowska postac jaka swiat widzial?

A prawdziwą Moc to miał Luke Skywalker!!



Oh please!! Prawdziwa moc to maja Wookiee a zwlaszcza Chewbaca !

ROAAAAR

Jak ktos sie nie zgadza to niech pamieta, ze Chewie raz zdenerwowany oderwal obie rece jakiemustam porucznikowi.

A co do Wolverina. Chodziło mi o bohatera, którego widziałem w filmie. Nie o to zwierzę z komiksów i kreskówek



To "zwierze" z komiksow tak sie sklada jest znaznie lepszym rodzajem Wolverine'a w porownaniu z tym cieniasem-super-hiro-look-at-my-latex z filmu.
Najlepszy Wolve byl z czasow Weapon X, ale to inna historia.

Bylo w nim cos tajemniczego i mial taka zajebista laske z ktorej wylatywal ciemny dym



Zboczeniec.

superman moze i nie miał gadzetów, ale miał właśnie ten fajny ręcznie robiony przez mame kostium.



Please !!! Co za sztuka nalozyc majtki na spodnie?! Ciekawe ile nad tym myslal.

Superman to plastikowy lolek i nosił kretyńskie ciuchy, jakiś mutant z innej planety. Poza tym całą jego moc możnay było sobie o kant chuja potłuc, kiedy do akcji "wkraczał" ten zielony kamień



No i to najlepsze podsumowanie postaci supermana, brakuje mi tu tylko Stifflera z American pie ktory nazwalby go "Cnotka-niewydymka".

nie powinniśmy dzielic sie na zwolenników albo Supermana albo Batmana, w końcu walczą razem w "lidze sprawiedliwych"



Powinnismy, bo Superman i Batman sa odwiecznymi rywalami, kompletnie za soba nie przepadaja, BTW Batman pokonal juz kilkakrotnie Supermana. Pamietajcie, ze przygotowany Batman rozwala praktycznie kazdego (moze oprocz przygotowanego Punishera, tu byloby ciezko).

kto nie chciałby byc jednym z nich



Sierota-zoofil czy Mr. Zalosne-majtki ? Please... zostaje przy Gambie.

E tam Louis, popatrzcie sobie na przeciwników jednego i drugiego. Joker to jeden z najbardziej charyzmatycznych czarnych charakterów w historii.



JOKER JEST WIELKI !!!!!!!!!

A ilu wrogów Supermana potraficie wymienic? Ja nie pamiętam żadnego...



No bez przesady, Luthor...

chłopcom zawsze podobały sie gadżety



Nie o to chodzi, Batman po prostu... ma swoj swietny klimat. Jest genialna postacia, zimna, czasem cyniczna kiedy trzeba, cicha i spokojna. Poza tym pdoobnie jak ja - kocha noc :)

w koncu Superman miał większą moc.



Blad, jak juz mowilem przygotowany Batman rozklada kazdego.

BTW jestes kobieta, wybacza Ci sie

Kwadratowe zające[reaktywacja]

Z wywiadu udzielonego przez Andrzeja Leppera jednemu z poczytnych
tygodników:

"Jestem gotów plunąć w mordę każdemu, kto powie, że jestem niekulturalny"

Idzie Jezus, patrzy a skini kopią człowieka. Podchodzi do nich i mówi:
- Ludzie zostawcie go w spokoju!
- A ty się metal nie wpi3rdalaj!

Adwokat: Pani Kowalska, żeby rozwód był z winy męża musimy na niego coś mieć. Czy mąż pije ?
Kowalska: Nie, skąd, jakby tylko spróbował ..to ja bym mu....!
Adwokat: Czy nie daje pieniędzy?
Kowalska: Nie, absolutnie, oddaje wszystko co do grosza....już by mi tylko schował złotówkę...to ja bym mu....
Adwokat: A może bije Panią ?
Kowalska: .....k...wa by tylko rękę podniósł to ja bym go przez okno pogoniła....
Adwokat: A co z wiernością ?
Kowalska : O ! Tu go mamy ! Drugie dziecko nie jest jego!

Jaka jest roznica miedzy Radiem Maryja a niemieckim pornosem?
w Radiu Maryja pie...la tylko na fonii ...

Jak podała Polska Agencja Prasowa, rozpoczęła się przebudowa Pałacu Prezydenckiego w Warszawie. W obecnej chwili pracownicy budowlani obniżają PIS-uary.

Stirlitz z troską patrzył w ślad za swoim łącznikiem przedzierającym się na nartach przez granicę.
- Czeka go piekielnie trudne zadanie - pomyślał.
Lipiec 1944 roku dobiegał końca.

Siedzi psychiatra na dyżurze - nudno, cicho, wariaci śpią chyba.... Nagle otwierają się cicho drzwi i wpełza na kolanach człowieczek omotany w coś - w zębach, na rękach, nogach i jeszcze parę metrów tego za sobą ciągnie....
Doktor zagaduje:
- O... żmijka mała do nas przyszła... Co żmijko, jak ci pomóc?
Czlowieczek bulgocze coś i kiwa przecząco głową.
-To może żółwik jesteś? Co? Jesteś małym żółwikiem?
Czlowieczek znów kręci głową...
- To może mały robaczek, co się właśnie wykluwa z kokonu?
W końcu człowiek wypluwa to co ma w zębach:
- Doktorze, idzcie do ch**a z tym robaczkiem! Jestem wasz admin sieciowy, kable zakładam...!

Przyszedł ojciec z 5-letnim synkiem do sklepu z zabawkami. Chodzą, wybierają, mały grymasi. Nagle spostrzega zarąbiastą zabawkę. Tylko, że drogą. Ojciec alternatywnie pokazuje mu tańszą, ale gnojek (wychowywany przecież bezstresowo) nie chce słyszeć o tym. I zaczyna jazdę – wali się na podłogę, uderza głową o posadzkę, krzyczy, wyje – sajgon totalny.
Zwabiony krzykiem przybiera gościu w zielonych brylach:
- Proszę pana, jestem dziecięcym psychologiem! Moim zadaniem jest rozwiązywać takie właśnie sytuacje!
- Czyń waść swą powinność – wzdycha ojciec.
Facet podbiega do dzieciaka i szepce mu coś na ucho. Dzieciak przestaje histeryzować. Bierze tańszą zabawkę i cichutko staje przy tatusiu.
- Mistrzu, jakżeś pan to uczynił?
- Aaa... Powiedziałem, że jak się nie uspokoi to kopnę go w dupę i urwę mu ucho.

Dwoje małżonków z dłuzszym stażem leżąc w łóżku:
- Zocha, dasz mi dzisiaj?
- Nie!
- Zocha, ale daj proszę.
- Roman, nie dam Ci, nie ma mowy.
- Ale proszę, zrób dzisiaj wyjątek i daj mi.
- Nie ma mowy, zapomnij.
- Zocha, będę tak długo cię męczył aż mi dasz.
- Nie.
- Zocha, błagam...
- masz juz tego pilota i sie zamknij!!

Wilk zjadł babcię, przebrał się w jej ubranie i położył się do jej łóżka...
Ale nie wiedział, że najgorsze jeszcze przed nim. Napalony dziadek zbliżał się wielkimi krokami...

Tarantino zebrał ekipę i zaczyna roztaczać wizję swojego nowego filmu:
- Dobra, na początek postaci. Główny bohater to zombi. Jego zabili, potem wskrzesili...Krąży po świecie i chrapliwym głosem opowiada niebywałe historie. Druga postać - łapownik, recydywista, mafiozo, trzyma totalną kontrolę nad wszystkim. Trzeci - przygłup, wszędzie chodzi z pistoletem. Je z pistoletem, śpi z pistoletem, sra z pistoletem, pi...ekielnie wrzeszczy na ludzi, że trzeba się zbroić. Kolejny proponuje podział kraju na księstwa. Piąty rysuje mapy nieistniejących krajów. Do tego tuzin albo dwa drugoplanowych postaci: ktoś próbuje zdobyć broń atomową, kto inny chce wsadzić wszystkich urzędników, jeszcze inny uważa, że armia to wróg ludu i trzeba ją rozwiązać..
Scenarzysta notuje, ale nie wytrzymał i pyta:
- Szefie, ale co w końcu kręcimy? Thriller, film drogi, komedię?
- Nie, panowie. Po sukcesie Fahrenheita 9/11 wybór jest tylko jeden. Dokument. Panowie, kręcimy film o wyborach na Ukrainie.

Grzechy i grzeszki w hodowli psów

... psy robia sie bardziej glupie, poniewaz sa teraz hodowane "na wyglad" a nie inteligencje... to pokazuja nowe badania.

Psychiczna i fizyczna wartosc wielu ras spada poniewaz wlasciciele szukaja cichych i ladnych psow do domu.

W poprzednim wieku psy byly czesciej wybierane pod wzgledem sily i umiejetnosci, tak aby mogly zarobic na siebie pilnujac teren, stado i polujac.



może nie "bardziej głupie" ale jednak to prawda, że poszczególne rasy zatracają swoje pierwotne cechy, które "kiedyś" stanowiły o ich wartości.
Dotyczy to właśnie cech psychicznych, ponad które obecnie przedkładane są cechy fizyczne.

Na wystawach oceniany jest przedewszystkim eksterier psa, również pod względem eksterieru wielu hodowców dokonuje wyboru reproduktora. Mało kto zwraca uwagę na "użytkowość" tegoż psa.

Dawno temu, pasterze owiec hodowali swoje psy ze względu na ich cechy charakteru, które decydowały o ich przydatności do pracy - mało wagę przywiązywano wówczas do wyglądu psa. Oczywiście tak prowadzona selekcja pozwoliła również w wielu rasach na "wytworzenie" określonego typu psa - co dało początek wielu rasom...

Są rasy, które od "zarania" służyły człowiekowi jako psy zaprzęgowe, pasterskie, psy do polowań itp. , które z racji przeznaczenia miały być wytrzymałe, samodzielne, odważne, przyzwyczajone do ciężkich warunków bytowania (a często miały też sobie same zapewnić pożywienie) i z takich psów ludzie chcą teraz zrobić pieski kanapowe, które nudzą się śmiertelnie i przez tą nudę dokonują niemałych zniszczeń, a jeszcze nie mogąc odpowiednio spożytkować swojej energii, stają się właśnie "ogłupiałe" co w wielu rasach prowadzić może do utraty kontroli nad psem.

Niestety, wiele osób niewiele sobie robi z "pierwotnego przeznaczenia" swojego psa. Gorzej, niektórzy nawet go nie znają! Dla nich ważne jest, że ładny, że orginalny, że wzbudza podziw. No i w ten sposób w naszych małych mieszkankach zaczynają bytować psy, które od wieków parały się ciężką pracą na bezkresnych równinach, pilnując ogromnych stad, broniąc ich przed drapieżnikami, przyzwyczajone do życia na dworzu, czy psy używane do polowań na dzikie koty (lwy, lamparty), czy psy, które w wktremalnych warunkach miały służyć człowiekowi za obrońcę, tragarza, myśliwego.
U tych wszystkich psów poprzez lata mniej lub bardziej świadomej hodowli, dokonywano selekcji na podstawie wydobycia najbardziej pożądanych cech.
Cech użytkowych!
Do rozrodu dobierano psy zrównoważone, silne, odważne, słabe bądź prezentujące "odchyły" odrzucano. Owszem, czasem również dobierano osobniki pod względem wyglądu - aby poprawić sylwetkę psa (bardziej zwinną czy też mocniejszą), okrywę włosową - ale nigdy nie stanowiło to najwyższego priorytetu!.

A obecnie? o wszystkim decyduje eksterier. Tak zwane "testy psychiczne" czy "próby pracy" nie dość, że są przeprowadzane dla niewielu ras, to jeszcze tak naprawdę są konieczne w drodze do interchampionatu (który wszak nie każdy robi) i często są "mocno naciągane".

Gdzie więc możemy mówić o większej świadomości w hodowli? U naszych przodków? czy w globalnym skomputeryzowanym świecie XXI wieku?

Beast Wars: Megatron"s RevengePredacony

Lobstar i Bastardizer:
Bastardizer, Femconka uśmiechnęła się na Twoje słowa i cicho powiedziała. W tym teamie można było liczyć tylko na Steela, ciesze się, że jesteś z nami, boje się o naszą drużynę, Razorclav się rozbestwił, zanadto rozbestwił, jak by sam był starym Megatronem z wielkiej wojny, nie podoba mi się śmierć którą ze sobą przynosi.
Lobstar, Twój kompan był pochłonięty rozmową z Femconką, jednak odpowiedział Ci iż ratowanie życia to jego obowiązek. Masz mieszane uczucia co do tej wyprawy.
Cała grupa nagle przystanęła, widać było, że obaj dowódcy nad czymś dyskutują, generalnie Steelhorn chciał rozdzielić grupę rozstawiając „skrzydła” Razorclav ostro oponował zadufany w siłę swoją i swoich ludzi, w końcu Steelhorn ustąpił, nie miał już siły tłumaczyć mu czegokolwiek. Szliście dalej, Waszym oczom ukazał się bliski już stożek wulkanu, a przed Wami stała grupa Predaconów.

Pozostali:
Megatron zgodził się na mały manewr: Phororbeak miał się jak najszybciej dostać na tyły i połączyć z Metallusem, co tez błyskawicznie wykonał biegnąc tak, by przeciwnik go nie wykrył,, Metallus już na niego czekał, obaj zachodzą grupę Razorclava od prawej flanki.
Z kolei Nemezis i Bigred, dostali rozkaz przedarcia się na flankę lewą, co tez Bigredowi przyszło z niemałym trudem, jednak z pomocą Nemezisa obaj w końcu wylądowali niezauważenie na tyłach.
Jednak nie udało by się, gdyby przeciwnik nie lekceważył sobie zagrożenia, tamci bowiem szli kupą prosto do czekających już Megatrona, Polar Magnusa i Arctic Fanga. Taki jest rozkład sił.

Wszyscy:
Na znak dany przez Megatrona lewa i prawa flanka wyszły z ukrycia, póki co nikt nie ma atakować, zdaje się, że Megatron swoim zwyczajem chce coś powiedzieć. W międzyczasie grupa razorclava ma czas na jako takie przegrupowanie się.
Proszę Proszę, i kogóż my tou mamy Razorclav, wielki Razorclav z cybertrońskiej akademii. Megatron wyraźnie szydził z przeciwnika. - [/b]Co sobie obiecywałeś po tym ataku? Chcesz obalić tego, który ma zamiar wskrzesić imperium Decepticonów? Myślisz, że przez te lata się tak bardzo wzmocniłeś, żeby znowu wyzwać mnie do walki? W dodatku trzymasz dwójkę moich ludzi[/b]
Z kolei przeniósł wzrok na Lobstara i bastardizera: Wy dwaj! Macie ostatnią szansę zmienić swoją decyzję wiem o co wam obu chodzi, o ten wypadek yeeeees. Dorwę Shockblasta za to osobiście, a kto chce się mu odpłacić powinien być przy mnie, pewnie teraz nasz drogi Shockblast ogłosił się dowódcą Predaconów.[/b] -Megatron zaryczał Blackdeatch chwyciła Bastardizera za ramie. To co mówi ma sens gdyby chciał Was ukarać nie bawił by się w słowne przepychanki, pójdę z Tobą jeśli wrócisz pod jego rozkazy Powiedziała to cicho, tak, ze tylko Bastardizer i Lobstar mogli to usłyszeć.
Rozerwę na strzępy każdego kto mnie zdradzi jak tylko zarżnę tego przerośniętego jaszczura! Razorclav był wściekły, momentalnie skoczył prosto na Megatrona, ten jednak wyskoczył do tyłu zmieniając się w formę robota i Megaraptor zarył pazurami w ziemię tuż przed polar magnusem. Obaj dowódcy dali rozkaz do ataku.
Najbliżej lewej flanki był Scullcrusher, na którego już szarżował Bigred z głośnym trąbieniem. Nemezis Hormet jest w powietrzu i najwyraźniej upatrzył sobie ciebie za cel, zmienił się w robot mode i posłał w twoją stronę serię z Vulcana. Phororbeak i Metallus mają najbliżej siebie Quicksilver i Nightblade, oba cony unoszą się w powietrzu w robot mode. Trójka złożona z Lobstara, Bastardizera i Blackdeath znalazła się jakby w środku trójkąta, pomiędzy trzonem a obiema flankami. Od tej trójki mogą zależeć losy tego starcia,.

.

Powikłania

Hespere żwawo kroczyła za Heronem. Drogę pokonywała pewnie, jednak wogóle nie zwracała uwagi na to którędy jest prowadzona. W głowie błądziła jej tylko jedna myśl: znaleźć się jak najszybciej u boku przyjaciela i wyciągnąć go ze stanu domniemanej katatonii. Dopiero uwaga człowieka kazała zwrócić jej uwagę na to, iż znalazła się właśnie u szczytu stromych schodów... Gdyby nie mężczyzna, zapewne nie zauważyłaby ich, co skończyć mogło się dwojako... Mogła przecież stracić równowagę i spadać kaskadą schodów do momentu, aż żadna kość jej ciała nie pozostałaby cała, a duch jej wyprzedziłby ducha przyjaciela w wizytacji tam gdzieś, po drugiej stronie istnienia... Mogła jednak z równym prawdopodobieństwem przejść przez pułapkę schodów cało, nie zauważając ich nawet, będąc sterowana jakimś ukrytym, nieopisanym jeszcze przez medycynę zmysłem bezpieczeństwa, podobnym temu, którym mimowolnie posługują się lunatycy... Ostrzeżenie człowieka jednak nie spowodowało zwolnienia tempa bądź też zachowania szczególnej ostrożności na schodach przez elfkę. Ot odnotowała w świadomości fakt schodów, co jednak i ta było dość sporym wyczynem jej umysłu skupionego wciąż i wciąż na przyjacielu.

Z każdym krokiem była coraz bliżej... Coraz mocniej docierała do niej ta świadomość. Ona nadal jednak nie wiedziała co zrobić, gdy dotrze już na miejsce... A czasu przecież miała tak mało. Stopnie skończyły się, co oznaczało, że znalazła się już w podziemiach. A w takim punkcie zazwyczaj znajdują się lochy... Czyli była już szalenie blisko umierającego przyjaciela... Nie rozmyślała jednak nad tym. Czuła jedynie tą bliskość. Umysł jej natomiast gorączkowo poszukiwał rozwiązania... Nie wiedziała jak odegnać grozę śmierci od Loenela. Nie była medykiem. Była jedynie młodą srebrną elfką z sercem pękającym przerażeniem i troską...

Wtem niespodziewanie zorientowała się, że wraz z Heronem stoją już przed ostatnimi drzwiami, do jakich mieli dotrzeć. Cały los zdawał skupić się teraz w jednym miejscu... Za tymi paroma drewnianymi deskami, wśród zimnych, ponurych ścian...

Drzwi otworzyły się cicho... Przynajmniej dla niej, bowiem gdy tylko w pierwszej szparze ukazała się nieruchomy zarys postaci... Świat zatrzymał się na moment. Drzwi zaprzestały swego biegu ku ukazaniu całej tragedii ustępowania życia z elfa, płuca nie chciały przyjąć w swe objęcia żadnej z dostępnych im cząstek tlenu, a serce magini zamarło na moment w niemym krzyku.

Po raz kolejny zrobiło jej się słabo. Po raz kolejny rozpacz zdławiła jej gardło, a zwierciadła jej oczu napełniły się niebezpiecznie, zaszkliły widmem kryształowych, równocześnie jednakże gorzkich łez... Po raz kolejny nie miała siły poczynić nawet kroku. Po raz kolejny nie wiedziała co zrobić...

Szok i przerażenie zamieniły się jednak momentalnie w odruchowe, albo może też instynktowne działanie. Zanim ktokolwiek zdążyłby zareagować, zanim nawet dotarło to do świadomości elfki, co robi, już znajdowała się przy leżance, na której spoczywało dogasające ciało elfa. Przemawiała przez nią troska połączona z instynktem, doprawiona determinacją. Odwróciła szybko twarz do Herona, wypowiadając jedynie parę pospiesznych słów:

-Przyślijcie tu medyka, jak najszybciej. I trzeba będzie go stąd zabrać na powietrze. Proszę. – dodała na końcu, głosem pełnym bólu i zmartwienia. Potwierdzały to również jej oczy. Szybko jednak odwróciła się od strażnika. Nie miała więcej czasu...

Klęcząc przy leżance Loenela, ujęła w swe dłonie wyciągniętą wzdłuż ciała dłoń elfa. Przeszedł ją dreszcz. Zdawało jej się przez moment, iż zetknęła się z tą pustką, która swym okrucieństwem próbowała wyrwać elfa życiu... Wrażenie to jednak było na tyle przelotne, że pozwoliło szybko się otrząsnąć srebrnowłosej ze swego działania.

- Walcz, proszę Cię, walcz Loenelu. – Szeptała Hespere nieprzytomnemu przyjacielowi. – Nie wierzę, że jesteś zdolny się poddać, nie po tym, co widziałam. Jesteś silny, potrafisz to wytrzymać! Proszę, walcz Loenelu! – szeptała z niemałym przejęciem. Wierzyła, że może choć częścią swojej świadomości ją usłyszy, że jednak zdecyduje się wrócić w stronę życia. Że jej nie zostawi. – Ty obroniłeś mnie przed sougerem, teraz pozwól obronić siebie przed zwątpieniem. Nie rozumiesz, że nie pozwolę żebyś się poddał? Że nie pozwolę Ci tu umrzeć? – Jej głos nabrał mocy, jednak w oczach pojawiły się łzy. – Zaklinam Cię na wszystko co kochasz: na lasy, łąki, słońce i mieszkańców wszelkich gatunków, wróć! ... Zaklinam Cię na siebie... Proszę. – Ostatnie zdanie wyszeptała już ledwie słyszalnie, nie mogło ono dotrzeć do uszu stojącego w progu strażnika. Teraz już płakała, srebrne łzy spływały po mlecznobiałych policzkach, przemykały się wśród gęstwiny srebrnych pasm, opadających na twarz pochyloną nad ręką leśnego elfa, którą tym mocniej już teraz ściskała w swych drobnych dłoniach. W duchu zaś błagała milczących od tak dawna bogów o siłę i determinację. I o cud, lub inną odmianę losu.

Bissel II/VII - Łowy

Ruszyli żwawo w stronę zaułka, w którym zniknął David i cała reszta jego zaplutej ferajny. Jednak, gdy już byli niedaleko Mori skinieniem dłoni ich zatrzymał. Posłusznie stanęli wpatrując się w czarnego maga, którego twarz znów była tak samo obojętna, jak zazwyczaj. Wszyscy jednak czuli otaczające go napięcie, jakby czegoś się... bał.
- Czuję... coś... Stójcie. – wyjął z jednej z kieszeni trochę lśniącego pyłu, rozrzucił dookoła siebie i wykonał kilka magicznych gestów, po czym dokończył inkantę jednym magicznym słowem.
- Pokaż.- powietrze zalśniło od magii. Mori zadrżał. - Jakaś ochrona. Odpychanie. Nie strzelałbym do nich. I jeszcze, jakaś inna aura, nie rozpoznam. – ta chwila przestoju wystarczyła by dobiegł do nich Johnny wraz z Linsajem. Teraz już wiedzieli, że strzelanie do chronionych czarami jest złym pomysłem.
- Chodźmy... – powiedział Mori, jednak przytrzymał dłonią Nicolasa, zatrzymując go jeszcze na chwilę.
- Uratowałeś mnie od stosu. To co zrobię... Jest niebezpieczne dla nas wszystkich. Może powstać... Zagięcie do, nieciekawego miejsca, uwierz, że nie chciałbyś się tam znaleźć. Jednak gdby. Gdyby to... miało się stać. Zabijesz mnie i nie zawahasz się ani chwili.
- To nie będzie dla mnie problemem. Druhu. – przytaknął mu i oboje ruszyli do zaułka. Nicolas się nie zawaha, Mori był mu druhem, ale swoje życie cenił bardziej, niż jego. A wolał nie ufać do końca, jego diabelskim sztuczkom.

Zatrzymali się zaraz przed zakrętem i z niemałym zaskoczeniem przyjęli fakt, że właśnie zza niego wyskoczył jakiś nieznany mężczyzna i szerokim lobem rzucił pochodnię do karczmy. Po czym równie szybko zniknął.
- Co to kurwa miało być?! – z wrodzonym sobie wdziękiem zauważył Broda. Dotychczas milczący, ale dzielnie niosący swój miecz i tarczę.
- Chujgowie. Mori. Wiesz co robić.
- Tak...- mag stanął zaraz za załomem uliczki i zaczął wykonywać skomplikowane inkanty. Cały drżał, jakby bojąc się tego, co będzie musiał zrobić za chwilę.
- Akashi...- zakończył jednym słowem i miejsce gdzie stali obrońcy Świętego stało się całkiem ciemne, jakby wyssano z niego całe światło. Mori stanął na przed wejściem do alejki i odetchnął głęboko.

W tym samym czasie Johnny wyciągnął z torby jakiś kamyk i z cichym sapnięciem cisnął go w ciemność. Nicolas miał nadzieję, że Kuno, Anton i Jackie okrążą ich, to nie było trudne, w końcu ta alejka była bardzo blisko karczmy, tak blisko, że można było rzucić pochodnią.
~~Nie zawiedzcie mnie.~~, złapał za swoje miecze i oddychał głęboko, gdy wejdzie w tą ciemność to nic nie będzie takie jak dawniej, głównie chodziło o to, że może zginąć.

Mori stał tak i wyjął zza pasa małą fiolkę i kawałek pergaminu. Z jego twarzy nie dało się wyczytać o czym myślał. Jednak jego usta poruszyły się bezdźwięcznie w kilku słowach.
- Niech tak będzie. – stanął pewniej i wylał krew z fiolki na ziemię, upuścił flakon, który rozbił się z cichym sykiem. Wyjął sztylet i rozwinął pergamin.
- Zostawiłeś mi to... Bo nie byłem pewny, czy chcę płacić tą cenę. Weź ją. Duszę. Weź ją całą. Te nędzne sekale, na ołtarzu dla ciebie. Jeśli tylko masz odwagę. – wyszeptał przejeżdżając nożem po nadgarstku.
- Nikt nie wierzył... że na tym świecie, są jeszcze prawdziwi heretycy. – uśmiechnął się lekko, ironicznie i przyłożył krwawiący nadgarstek do pergaminu, który nagle stanął w ogniu.
- Na Abaddona, Asmodeusza, na pierwszy i ostatni krąg. Przybądź. – upadł na kolana, a na jego twarzy pojawił się wyraz niesamowitego cierpienia. Jego dłonie płonęły w piekielnym ogniu, a on sam, z każdą sekundą tracił coraz więcej z swojego żywota.

Nikt już nie wątpił, że to jest odpowiednia chwila, by losy Świętego, najemników, Trybunału i wielu zwykłych żywotów, się wypełniły.

Obiekt pożądania

Muad ibn Nadir Sa’id al Huzum

- Trzysta pięćdziesiąt za jedwab, trzysta siedemdziesiąt negocjować będzie Akbir. Sześćset plus odsetki od Yosiffa, dwieście od jego kuzyna. Al Saab’owie powinni się zgodzić na trzyletnią umowę, po tysiąc sto rocznie... – Muad siedział w swojej izbie, przeglądając swoje notatki, zawalające cały, niemały przecież, stół. Może go nie być dłuższą chwilę, wszystko musi być załatwione przed wypłynięciem.
- ... może tysiąc dwieście. Fadji jest twardy, ale Karim powinien sobie poradzić – najwyższa pora aby się usamodzielnił, ma dziewiętnaście lat, za mniej niż rok będzie oficjalnym przedstawicielem rodu... – W tym właśnie momencie do pomieszczenia wszedł cicho Karim, jego brat. Mimo, iż dzieliło ich dziesięć lat wyglądali niemal identycznie – wysocy, szczupli, czarnowłosi, z identycznymi przystrzyżonymi krótko bródkami.
- I jak? – spytał Muad.
- Czterysta.
- Akbir, co?
- Nie, Saul – dało się wyczuć dumę w głosie młodziana. I słusznie – pomyślał Muad. Przegadać głupkowatego Akbira to nie sztuka, ale Saul to stary wyga i niejednokrotnie zdarzało się Muadowi ustępować mu w negocjacjach. Oj tak, zapowiadają się dobre czasy dla Huzum’ów – spojrzał przez okno ponad dogasającą świecą. Do świtu zostało jeszcze coś koło trzech godzin. Za mało, żeby się wyspać. Trudno.
- Jesteś pewien, że sobie poradzisz? – spytał dla formalności. Karim pokiwał energicznie glową. Uśmiechnął się, skinął na pożegnanie i ruszył w stronę przystani

Utaqua nawet nocą pozostawała pełna życia. Kupcy zachwalali swoje towary, kurtyzany swoje wdzięki, pochlebcy swoich panów. W świetle pochodni i lamp oliwnych ulice były jasne, niemal jak w dzień i niemal równie zatłoczone. Wyglądało to wszystko pięknie, ale miało również swoje złe strony – Muad trzykrotnie łapał małoletnich kieszonkowców, którzy postanowili przywłaszczyć sobie jego majątek. Dwu polowało na sakiewkę, ale jeden, wyjątkowo bezczelny, usiłował ukraść mu sztylet. Tego też Muad solidnie trzasnął przez pysk – złodziejstwo złodziejstwem, ale są pewne zasady.
W drodze do portu udało mu się jeszcze złapać jednego z kontrahentów rodu i ustalić z nim warunki umowy na dostarczenie narzędzi do kopalni miedzi na północy. Był to bardzo udany dzień – przyniósł spore zyski Huzum’om. Wszystko to jednak bladło przed tym, co czekało na niego na niewielkiej dhow. On – Muad Sa’id, syn Nadira, z huzumskieo rodu kupieckiego miał płynąć w eskorcie córki samego kalifa.

Słońce nieśmiało wychyliło się zza horyzontu, gdy wchodził na nabrzeże, przyglądając się ciekawie orszakowi Jasminy. Chłodna bryza wywiała ostatnie oznaki zmęczenia. Poczuł to znajome, przyjemne uczucie, które towarzyszyło mu, przy szczególnie wymagających zadaniach. Uśmiechnął się do siebie i ruszył żwawym krokiem w stronę statku.

CIEŃ Z POŁUDNIA - montaż bohatera

III odcinek montażu bohatera

Przyszedł czas na historię, którą w wolnych chwilach kleciłem dzisiaj w pracy

Urodził się w domu zamożnego zielarza w stolicy Neriaroth. Stary prowadził spory sklep z bogatym asortymentem ziół, nierzadko unikatowych. W kraju tak obfitującym we florę o przeróżnym działaniu nietrudno zapełnić lady i magazyn surowcami i preparatami.
Młody Corlis nasiąkł jak gabka umiłowaniem ziół, choć - nie da się ukryć - zawsze najbardziej interesowały go te o silnym i trującym działaniu.
Już jako dzieciak zaczął zarabiać poza majątkiem rodziciela. Na małej działce, na skraju ogrodu ojca, hodował kulczybę. Zmielonymi nasionami truł szczury w posiadłościach majętnych winiarzy i miejskich patrycjuszy. Tak gromadził grosiwo na włąsne potrzeby. Kiedyś trafił do domu kupca Haji'ego. Haji wykorzystywał handel jako parawan dla swej prawdziwej działalności - był zabójcą. Uznał, że Corlis jest dobry materiałem na zabójcę - zatrudnił go więc, najpierw jako pomocnika, nie obnażając drugiego dna. Stopniowo jednak zdradzał kulisy swej działalności. Corlisowi spodobały się nowe zajęcia - na razie w formie zabawy podawane - podchody, nauka cichego poruszania się na skrzypiących deskach podstrysza, otwieranie drzwi wytrychem, wspinaczka. Po pewnym czasie zaczął poznawać kolejne tajniki skrytobójczego facju - walkę nożem, miotanie rzutkami, walkę krótkim mieczem, strzelanie z łuku, preparowanie trucizn (choć tu mentor nie był już takim autorytetem), szybkiego reagowania w sytuacji zagrożenia.
Corlisa rozpierała duma, że znalazł się w takim terminie. Skrytobójcy w Neriaroth cieszą się niemałym szacunkiem.
Corlis dzięki rozsądnym naukom mistrza nie podzielał typowej dla Neryjczyków nienawiści do Ligan i Heireńczyków. Przyczyna jest prosta - każdy z nich mógł zostać zleceniodawcą. Nauczył się teżsamodzielnego myślenia - bez gotowych szablonów i formułek podsuwanych przez durnych kapłanów. Niemniej wierzy na swój sposób w bogów i czci pajęczego boga Neriarothu - Tarantula.
Po ukończeniu terminu kilka lat spędził w stolicy. Podczas jednego ze zleceń zadarł z członkami rodu patrycjuszy, którego bogactwo wyrosło przed wielu laty na... skrytobójstwie. Musiał wiać. I to szybko. Opuścił Neriaroth tak prędko jak to było możliwe. udał się na północny-wschód, do Borany, gdzie postanowił na pewien czas wśród gościnnych Borańczyków osiąść.
Corlis jest świetnie wyszkolony w walce bronią ręczną, choć tę traktuje jako ekstremalną i ostateczną ewentualność. Zdecydowanie preferuje bezkolizyjne zabijanie - trucizny, rzutki, strzały nasmarowane morderczymi linimentami.
Dążenia - wygodne, dostatnie życie na starość, wożenie się jak nejlepszymi rydwanami, wszeteczne dziewki. Lubi dobre wino, elegancką broń, miękki siennik pod głową i ciepłą strawę. To jednak kosztuje. Corlis gromadzi pieniądze na te cele, choć nie jest przesadnie oszczędny - wszak kiedyś odziedziczy majątek ojca...
Tymczasem chwila ta jest bardzo odległa, chce zocbaczyć jak najwięcej i zaznać dreszczyka emocji związanego z profesją.
Wykona niemal każde zlecenie, oprócz oczywiście wymierzonego w najbliższych - rodzinę i przyjaciół ew., czy osób, którym z wzajemnością ufa. Poza tym nie ma tabu ani zmiłuj się - wsyscy mogą znaleźć się na drugim końcu noża...
Oprócz imienia Corlis posługuje się jeszcze zawołaniem "Pająk", którym ochrzcili go Borańczycy.

Ekłipment- pajęczy miecz, rzutki (3), pierścień z ruchomym oczkiem (rezerwuar trucizny), hak, linka, strój, kolczatki, derka, pochodnie, wytrychy, łuk i strzały...

Na razie koniec. Jak mi coś jeszcze do łba przyjdzie - wpiszę.

Poznajmy iPoda

10 zadziwiających faktów dotyczących iPoda

Zdumiewające, istotne i godne uwagi fakty dotyczące najpopularniejszego na świecie odtwarzacza MP3 – Apple iPod.

1.Rekordy sprzedaży: 40 000 piosenek w dziesięć minut Stumilionowy utwór został sprzedany w sklepie iTunes 12 lipca 2004 r. Osoba, która kupiła tę piosenkę, wygrała 40-gigabajtowego iPoda, 17-calowego PowerBooka i bon pozwalający na zakup kolejnych 10 000 piosenek. Gdy ogłoszono, że za moment przekroczona zostanie granica 100 milionów piosenek, w ciągu 10 minut sklep sprzedał 40 000 nagrań.

2. Wynalazca na stoku Idea odtwarzacza nie narodziła się w pełnej pomysłów głowie Steve’a Jobsa. Ojcem iPoda jest Anthony M. Fadell. Pomysł połączenia przenośnego odtwarzacza z usługami internetowymi przyszedł mu ponoć do głowy podczas jazdy na nartach. Po tym jak kilku producentów uznało jego innowacyjny model biznesowy za mało interesujący, na początku 2001 roku udał się z nim do Apple’a. Do końca 2008 roku był szefem działu zajmującego się iPodami, a potem odszedł z firmy.

3. Niebezpieczne słuchawki W 2004 roku angielska policja przestrzegała właścicieli iPodów, by nie używali oryginalnych, białych słuchawek, a wybierali inne, mniej rzucające się w oczy. Miało to zapobiec narastającej fali zuchwałych kradzieży tych urządzeń.

4. Drogie menu W 2006 roku firma Creative Labs pozwała Apple’a i zażądała odszkodowania w wysokości 100 milionów USD. Zgodnie z oświadczeniem amerykańskiej komisji handlu w przypadku menu iPoda doszło do naruszenia patentu Creative’a.

5. Najdroższy iPod na świecie Najdroższy odtwarzacz firmy z Cupertino do tej pory sprzedano w USA w grudniu 2002 roku. Za 548 dolarów kupiony został iPod drugiej generacji. Urządzenie należało do limitowanej edycji, która oferowana była tylko przez chwilę. Na iPodzie o pojemności 20 GB wygrawerowane były autografy Madonny, No Doubt i Becka.

6. Chrzest iPoda Autor tekstów reklamowych Vinnie Chieco, który przygotowywał kampanię reklamową mającą wprowadzić na rynek odtwarzacz, wymyślił dla niego nazwę iPod. Białe urządzenie przypomniało mu pody z filmu „2001: Odyseja kosmiczna” – były to białe kapsuły, dokowane przy statku-matce.

7. Jakość nie najwyższych lotów Zgodnie z wynikami badania przeprowadzonego przez portal internetowy MacInTouch, co siódmy iPod wyprodukowany w 2005 roku był wadliwy. Zwykle skargi dotyczyły zbyt krótkiego czasu pracy na baterii, awaryjnych dysków oraz podatnej na zadrapania obudowy.

8. Cicha muzyka Zgodnie z prawem obowiązującym we Francji w odtwarzaczach przenośnych poziom głośności nie może być wyższy niż 100 decybeli. Dlatego na rynek europejski trafiały urządzenia z mniejszą niż w USA głośnością.

9. Hit sprzedaży Spośród iPodów największą popularnością cieszy się model nano – jego wynik sprzedaży próbuje też uzyskać miniaturowy shuffle. Najpopularniejszym kolorem nano jest czarny, a najmniej popularny okazał się kolor złoty, który został definitywnie wycofany z rynku.

10. Złe kolory Pierwszym kolorowym iPodem był model mini. W jednej z partii w założeniach różowy iPod miał barwę amarantową. Choć te empetrójki nie trafiły do sklepów, dość szybko rozeszły się na aukcjach eBay.

technowinki.onet.pl

Pogoń za marzeniem

Było zimno. Dziewczyny powoli czuły jak drętwieją im nogi i coraz trudniej nimi poruszać. Byon wyraźnie zwalniała i miała trudności w niesieniu Seana.
Zakręciły i weszły na wzniesienie, które wolne było od wody. Wiedźma wzięła od Byon mężczyznę i ruszyły dalej. Co jakiś czas wiedźma ujawniała pewne elementy dzisiejszych wydarzeń, omijając te, które były nie wygodne dla niej, bądź uważała, że dziewczyna na razie nie powinna o nich wiedzieć.
-Muszę znaleźć laboratorium ciotki. Ciebie też powinno to interesować.
-Nie jestem niczyją kopią.- powiedziała ze złością i łzami żalu w oczach.
-Nie do końca to miałam na myśli.- stwierdziła wiedźma nie oglądając się na nią.-
-Ale tak uważasz.
-A nie uważasz, że to dziwne? Wyglądasz jak ja, zachowujesz się…no, w miarę podobnie jak ja.
-To wcale nie znaczy…
-Czy ja ci coś wmawiam?- wzruszyła ramionami.-W każdym razie laboratorium znaleźć musimy.
Wiedźma zatrzymała się nagle.
-Wchodzimy.
-Ale jak…
Chimeria złapała za jakiś drążek i podciągnęła się.
-No chodź. Tu jest drabina.
Byon ślepo błądząc dłońmi po wilgotnej i lepkiej ścianie natrafiła palcami na drążek.. Złapała go z niemałym obrzydzeniem i zaczęła się wspinać za wiedźmą. Głowa ciążyła jej od wirujących szaleńczo pytań i wątpliwości.

-Stój.-usłyszała po chwili komendę.
Posłusznie zatrzymała się.
-Potrzymaj go. –delikatnie podała Seana Byon, która mało nie spadła. Drabinka zatrzęsła się, gdy Byon szarpnęła rękoma, by utrzymać mężczyznę. Zacisnęła oczy i z drżącymi z napięcia mięśniami czekała, aż ta druga uwolni ją od ciężaru.
Usłyszała dziwny szczęk i nikła nić światła przebiła panujący dookoła mrok. Dziewczyna zmrużyła oczy i poczuła jak wiedźma zabiera jej Seana i rusza w górę. Po chwili poszła w jej ślady. Wyszły na powierzchnię. Przymykały oczy przed rażącym je światłem.
-Chodź.- mruknęła Chimeria i zaczęła szperać w kieszeni sukienki. Wyjęła mały kluczyk i skierowała się do stojącego w pobliżu budynku. Zaszła go od tyłu i otworzyła niepozorne drzwi do kuchni. Przeszła przez wąski i ciasny korytarz po czym dopchała się do schodów, coraz obijając głową Seana o ścianę.

Obejrzała się do tyłu i widząc Byon przyśpieszyła. Wdrapały się cicho na czwarte piętro i podeszły do brązowych drzwi z pozłacaną trzydziestką. Przekręciła kluczyk w zamku i pchnęła nogą drzwi, które z cichym skrzypnięciem ustąpiły i otworzyły przejście.
-Ładuj się.-powiedziała do dziewczyny.
Byon posłusznie weszła i rozejrzała się po skromnym, hotelowym pokoju.
-Na lewo masz łazienkę. Umyj się.- powiedziała wiedźma kładąc Seana na jedyne wolne łóżko. Podeszła do szafy i wyjęła czarne spodnie, granatową bluzkę i szary sweter. Podeszła do dziewczyny i podała jej ubrania.- I ubierz się.
-Ale…-jęknęła.
-Wiem, ale tak chodzić nie będziesz. Masz moje rozmiary, nie powinno być problemu.
Dziewczyna znikła w łazience, a po chwili słychać było szum wody płynącej z prysznica.
Wiedźma westchnęła i podeszła do Seana. Co chwila tracił przytomność i majaczył. Chimeria zaczęła szperać w torbach i wyciągać różnego rodzaju fiolki i zioła.

Gdy opatrywała i szpikowała chemią Seana, z łazienki wyszła kompletnie ubrana Byon z ręcznikiem na głowie.
-Dobrze, teraz ja się przebiorę. Zajmij się nim.
Chimeria wstała i ruszyła do łazienki.
Byon w milczeniu usiadła obok mężczyzny i kontynuowała podawanie kolorowych płynów jego organizmowi.
Wiedźma ogarnęła się z całego tego paskudztwa, które oblepiło ją w kanałach i wyszła do dziewczyny. Sean oddychał miarowo i nie bredził.
-Za jakąś godzinę powinien się obudzić.- powiedziała naciągając sweter.- Jak Xellas wróci pójdziemy szukać laboratorium
Byon spuściła głowę i zaczęła cicho.
-Co mówisz?- wiedźma podeszła do niej.
-Czy ty nigdy nie pomyślałaś… że to ty jesteś klonem?